środa, 18 grudnia 2013

"Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl





Czasami zdarza się taka sytuacja, że ludzie z którymi dzielimy obywatelstwo i ogólnie pojęte dziedzictwo kulturowe osiągają coś na Mitycznym Zachodzie i wtedy strasznie się dziwimy. A potem cieszymy, gdyż to niewątpliwie świadczy o wyższości, albo przynajmniej niegorszości Polaków nad/pod innymi narodami. A czucie się ważnym i docenianym na świecie jest jak wiadomo bardzo, bardzo miłe.

Tak więc cieszmy się bardzo fajnym artykułem na culture.pl, doceńmy piękną sztukę Rosława Szaybo, obejrzyjmy galerię okładek płyt i starajmy się nie zemdleć z zażenowania że do tej pory nie wiedzieliśmy skąd się wzięła okładka debiutu Clashów.

W przeciwieństwie do Zagórskiego, Rosław Szaybo jest powszechnie znanym w kraju artystą. Ale czy przeciętny miłośnik sztuk plastycznych kojarzy jego dorobek z projektami okładek płyt? Niektórzy z pewnością pamiętają, że jego prace zapoczątkowały słynną serię płytową Polish Jazz, która zdobyła renomę również poza granicami naszego kraju. Fani muzyki heavy metalowej jak ikonę czczą okładkę do albumu "British Steel" formacji Judas Priest. Mało kto jednak wie, że Szaybo jest autorem obwoluty debiutanckiego albumu The Clash.


---> Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl

Jak pozbyć się reklam na Spotify*







*za cenę tylko lekko irytujących fakapów z pulpitem!

---> How to Automatically Mute Ads on Spotify na lifehacker.com

Jeśli jeszcze nie widziałeś jak Benedict Cumberbatch "recytuje" tekst piosenki R. Kelly'ego TWOJE ŻYCIE NIE MA SENSU

Promise.

Jesteś tego wart

poniedziałek, 4 listopada 2013

Babcia Zosia vs Maciek Nowacki (Kaseciarz)

Mötorcycle Rock and Roll to drugie wydawnictwo Kaseciarza, mojego drugiego ulubionego zespołu z Krakowa, i pierwszego ulubionego zespołu z Krakowa niezawierającego mojego chłopaka. Album można nabyć dzięki uprzejmości Instant Classic w formie prześlicznej czerwonej kasety. Aby uczcić to radosne wydarzenie mam zaszczyt zaprezentować wywiad z założycielem zespołu, szalonym geniuszem, wirtuozem gitary, a prywatnie niezwykle czarującym mężczyzną, Maćkiem Nowackim. Pytania do wywiadu przygotowała moja własna osobista Babcia Zosia, lat 87. Jej pytania wyróżnione są kursywą. Miłej lektury.









Przyniosłam Babci kasetę i pierwszym pytaniem było "co to jest?". Babcia się chyba zatrzymała na etapie winyli.

Bardzo dobrze, stara szkoła.

Czemu kaseta właśnie? Kaset się nie da scrobblować i w ogóle. Młodzież nie wie jak to obsługiwać. Nieporęczne to takie.

Kaseta jest tania w produkcji i zachęca do dialogu młodzieży ze starszymi na zasadzie "tato jak to kurwa włączyć?"

Pierwsza refleksja Babci już po usłyszeniu muzyki mnie rozwaliła. "Wyjątkowo mi się to podoba. Ten poprzedni zespół [Dead Snow Monster] mi się tak nie podobał. Można odpocząć przy tym."

Bardzo się cieszę. Dużo słuchaliśmy muzyki new age przy robieniu tej płyty. Yanni też był dużą inspiracją.







Jakieś inne inspiracje, poza wyżej wymienionymi i Thee Oh Sees?

Poza Thee Oh Sees trochę Neu! pewno się wkradło, no i szwedzki prog, głównie Harvester i inne pochodne bandy. No i pewno Lou Reed gdzieśtam.

"Od jak dawna śpiewasz? Niepotrzebnie się wstydziłeś śpiewania, bo bardzo ładnie śpiewasz".

Dziękuje, jeszcze nie przyzwyczaiłem się do mojego głosu i do rockowej ekspresji. Wcześniej śpiewałem w coverbandzie Abby za hajsy, ale tylko w chórkach.

Właśnie, co się stało z tym bandem?

Nie wiem, ja odszedłem żeby założyć Kaseciarza.

"Czy chciałbyś mieć kiedyś na płycie głos kobiecy? Mi się podoba głos Maryli Rodowicz. Ale jej ubiór jest poniżej krytyki".

Bardzo szanuję panią Marylę, ale duet z nią byłby raczej niemożliwy. Ale z Majką Jeżowską już prędzej, bo pochodzimy z tego samego miasta.

Zapłaciłabym każde pieniądze żeby to doszło do skutku. Serio. Powiedz tylko słowo. Kolejne pytanie: "Skąd wziąłeś kolegów do zespołu? Jak długo pracowaliście nad płytą?"

Piotrka poznałem przy okazji pierwszego koncertu Kaseciarza. Graliśmy w kamienicy na Dietla. On był w zespole Father Issues. Zaczęliśmy się spotykać na imprezach i się zaprzyjaźniliśmy, potem dołączył do mnie. Łukasza znam od zerówki, mieliśmy już parę zespołów w szkole, grał w bandzie okolicznościowym w liceum ze mną. Przez długi czas mieszkał w Warszawie ale teraz jest w Krk. Robienie płyty trwało dobre 4 miesiące nie licząć komponowania numerów







"Kto pisze w zespole piosenki? I jak ci się współpracuje z kolegami? Kłócicie się?"

Większość pomysłów wychodzi ode mnie, ale gdy już ogrywamy dany numer, to wiele może się zmienić. Często ktoś z nas coś doda, co zmieni dużo w dynamice piosenki blabla. Generalnie na nowej płycie większość piosenek jest wspólna, nie licząc dwóch instrumentali zrobionych całkowicie przeze mnie. Jeśli chodzi o współpracę to jest bardzo dobrze, ja bym chciał żeby ten skład przetrwał przynajmniej do końca mojego życia, co nie zmienia faktu że zdarza nam się pożreć, ale to lepiej niż nie mówić nic co nie?

Przechodzimy płynnie do sekcji lajfstajlowej.

Grejt, pudelek, futro, szpile.

"Co twoja rodzina myśli o twojej muzyce?"

Chyba się powoli przekonują do niej, zresztą rodzice słuchali rocka w młodości. Mój wujek natomiast jebnął szlochem do słuchawki jak chciał mi powiedzieć o swoich wrażeniach na temat "Surfing Małopolska". Wzruszył się.







"Gdzie pracujesz? Ten pomysł z autobusem do Częstochowy mi się bardzo podoba."

Haha to jest w fazie planowania. Byłoby miło zabrać Babcię Zosię busikiem do Częstochowy.

Opowiedz coś więcej o tym pomyśle.

1. Kupić busa

2. Wozić ludzi

3. ?????????

4. Profit

No wiesz livin' on the road, keep on truckin' i takie tam.

Można cię będzie wynająć na trasę? To znaczy twojego busa, razem z tobą.

Taki jest plan. Zastanawiam się nad nazwą firmy: Przewozix albo Transportpol.

Kasetopol

Kasetex

Kasetrans

oooo dobre!

KASETRANSPEDPOLEX! Ok ponosi mnie.

Wtedy mógłbym cały czas puszczać "Trans" Neila Younga i katować ludzi hehe.

"Masz jakieś inne pasje poza muzyką?" Chociaż może powinniśmy zacząć od tego, czy muzyka jest twoją pasją czy robisz to tylko dla kasy.

Tylko kasa, Kaseciarz został wymyślony w biurze Universalu. Ale w wolnych chwilach robię ballady dla pasji a poza graniem ballad, lubię dziadoskie filmy, dziadoskie jedzenie i grać w komputer.

To dokładnie tak jak ja, minus ballady.

No widzisz.

Płyta chyba zapadła Babci w pamięć bo dwa dni po naszej rozmowie dała mi karteczkę z ostatnim strzałem przemyśleń, ciężko było rozczytać: "Emanuje z tej muzyki spokój i ukojenie, wyciszenie, relaks dla ludzi z problemami, sfrustrowanych i marchewek." Tu chyba źle rozszyfrowałam.

To dlatego że propagujemy naturalne strojenie instrumentów w częstotliwości 432 hz. Nasza muzyka jest sprzężona z wibracjami kosmosu i działa kojąco na umysł. Pobudza marchewki do wzrostu.

I wszystko jasne. Babcia twierdzi, że "będziecie mieli wzięcie". I życzy wam, "żebyście się nie zmanierowali". Albo "zmarnowali", znowu nie mogę się rozczytać.

Bardzo dziękuje, fajnie jest mieć wzięcie. Dopóki będziemy pobudzać marchewki do wzrostu obiecuję, że się nie zmanierujemy/zmarnujemy!

I to by było na tyle od Babci Zosi. Chyba że chcesz ją teraz o coś zapytać. Ma 87 lat, jak ci coś chodzi po głowie to lepiej teraz zapytać.

Chciałbym zapytać, czy polski rock and roll ma szanse żyyyyć.

Ok zadzwonię to niej wieczorem i dam ci znać jakie ma zdanie na ten temat.

haha super!


Autoportret Maćka, specjalnie dla mnie i dla was. Ale głównie dla mnie.





facebook.com/kaseciarz

facebook.com/larmundstille

instantlabel.wordpress.com

czwartek, 17 października 2013

Post-ironia i rzeczy, które wyglądają jak instrumenty, ale nimi nie są






Programy śniadaniowe są, jak powszechnie wiadomo, ostoją awangardy w polskiej muzyce. Co ja bym zrobiła bez tych ponad godzinnych występów młodych, obiecujących i nieskrępowanych kajdanami dużych wytwórni zespołów, które największe stacje telewizyjne serwują nam 8 dni w tygodniu? Tych spontanicznych improwizacji? Tego fachowego komentarza Jolanty Pieńkowskiej o brzmieniu hi hatu? Tego cieplutkiego uczucia, kiedy czuję milusi powiew wiary w polską scenę niezależną?

A nie sorry, pomyliło mi się z alternatywnym wszechświatem. W każdym razie. W poniedziałek w Dzień Dobry TVN wystąpiła Patty, dziewczyna z niezapamiętywalnym pseudonimem i jeszcze bardziej niezapamiętywalną piosenką. I INTERNETY EKSPLODOWAŁY. Eksplodowały, bo nic tak nie eksploduje internetów jak połączenie słabizny, golizny i post-ironii. Bo Patty towarzyszyły dwie muzykantki, które były tak naprawdę modelkami dotykającymi w dość przypadkowy sposób instrumentów. Pani trzymająca gitarę trzymała ją na modłę leworęczną oraz w sposób sugerujący, że między instrumentem a jej pięknym ciałem nie ma ani atomu przestrzeni. Ani przysłowiowego ciut ciut. Oto parę lepszych komentarzy z fejsbuków moich i znajomych:


" oooo ja żesz pierdolę!!! co to ma być?!?!?!"

" produkt zawierał lokowanie cycków"

"Szok i niedowierzanie"

" Ona ma majtki czy nie ma?"

" matkoboskoczestochosko"

"no to już wiemy kto pojedzie na eurowizję "

" Oj tam, zdenerwowała się, bo zapomniała spodni założyć."

"Ło matko, ale anemicznie czochra te gitare."



My tu szok, beka i niedowierzanie, a Patty liczy lajki i kliki i oczom nie wierzy. A management opija dobrze przemyślany performens. Aaaanyways. Przejdźmy do tego, co tu jest naprawdę najważniejsze. Ta gitara to nie była gitara – to była niezwykle przekombinowana spódniczka. Ustalmy sobie to raz na zawsze. Celem tego przedmiotu nie było granie. Celem tego przedmiotu nie było nawet udawanie, że granie. Celem tego przedmiotu nie było nawet udawanie że udawanie. Celem tej "gitary", ulokowanej strategicznie w miejscu gdzie większość ludzi ma narządy rozrodcze, a ta pani ma prawdopodobnie po prostu ciąg dalszy nóg, które to nogi następnie płynnie przechodzą w biust; celem tego "instrumentu muzycznego" było zakrycie. Albo odkrycie. Zależy jak na to patrzeć. Co prowadzi nas płynnie do sedna sprawy: NIE DAJMY SIĘ NABRAĆ RZECZOM, KTÓRE WYGLĄDAJĄ JAK INSTRUMENTY, ALE NIMI NIE SĄ. A jest ich dużo. Jak dużo dokładnie? DUŻO DUŻO. Oto 10, a co mi tam 11, fascynujących przykładów magicznych przedmiotów które wyglądają dokładnie jak instrumenty (i inne okołomuzyczne rzeczy).



11. Doniczka. Te dwie sympatyczne gliniane doniczki przebrały się za bębenki!

arignagardener.wordpress.com


10. Minibarek

Za nieco ponad $400 możesz mieć coś, co wygląda jak wzmacniacz i chłodzi piwo JEDNOCZEŚNIE.

marshallfridge.com




9. Nibyinstrument jako przedmiot mający na celu podwyższenie kapitału społecznego jednostki. Osobiście posiadam co najmniej 3 rzeczy, które wyglądają jak instrumenty. Po co? Nie wiem. Leżą. Stoją. Ładnie wyglądają. Podobają się chłopcom. Są elementem wystroju mieszkania.



8. Odtwarzacz CD. Ten odtwarzacz płyt sprytnie przebrał się za gitarę! Ale nas nie oszuka. Może za to być przydatny, jeśli na koncertach twój gitarzysta ma problemy z trudniejszymi partiami gitary.

efairshop.com



7. Lampa. Te lampy przypominają instrumenty tak bardzo, że już niejeden bębniarz się naciął

decorativefair.com


6. Zabijaczka komarów. Dużo narzędzi do eksterminacji owadów i małych gryzoni wygląda dokładnie jak instrumenty. Nibypuzon świetnie nadaje się na pułapkę na myszy (mało znany fakt: myszy kochają puzony), szerszenia można łatwo roztrzaskać o ścianę nibygitarą, a za pomocą dźwięków solówki nibybasowej można odstraszyć praktycznie każdy żywy organizm. Znam historię pewnego perkusisty, który ćwiczył skille zabijając w lecie komary tylko i wyłącznie przy użyciu nibypałeczki perkusyjnej.


5. Schody. Schody na zdjęciu są zrobione z klawiszy pianina. Zbudowano je w mieście bardzo małych ludzi na południu Hiszpanii. Serio. Nie kłamałabym was.

ilovethosestairs.tumblr.com


4. Narzędzie masowego represjonowania sąsiadów. Nie łudźcie się: głośniki waszego sąsiada, wiecie, tego co tak bardzo lubi RMF MAX TOTAL MEGAAAA; perkusja kolesia dwa piętra niżej; pianino starszej pani dwie klatki obok. Te rzeczy mogą wyglądać jak niewinne przyrządy stworzone do umilania czasu, ale tak naprawdę to skomplikowane maszyny nowej generacji, tzw. wkurwiacze sąsiedzkie. Do kupienia w media markt w dziale Wkurwianie Sąsiadów.


3. Buty i broń. Te dwie rzeczy bardzo by chciały, żebyśmy myśleli że są instrumentami muzycznymi, ale jesteśmy już mądrzejsi, nie nabierzemy się tak łatwo!

neatorama.com


2. Kocia zabawka/legowisko. Czarny przedmiot na zdjęciu można łatwo pomylić z futerałem na gitarę, ale tak naprawdę to łóżko Redaktora Dudusia. Kocie zabawki za to często magicznie przyjmują formę strun gitarowych, śrubek i nakrętek.



1. Narzędzie zbrodni. W Krakowie np. wszyscy nosimy maczety, i wszystkie mają kształt i zapach maczet, więc nie ma problemu. Ale już przykładowo w Teksasie, w roku pańskim 2012, pewien pan stanął w obliczu konieczności zabicia innego człowieka maczetą w kształcie gitary! Tak jest. W niektórych krajach, z powodu braków maczet w kształcie maczet, produkuje się maczety przypominające instrumenty muzyczne.

According to an Associated Press report, the suspect crashed a car in to the side of the Greater Sweethome Missionary Baptist Church in Forest Hill, Texas at around noon on Monday. He then got out of the car and attacked Rev. Danny Kirk Sr., chasing him into the church while a church secretary called 911. Police found the suspect beating Kirk with an electric guitar and used a taser to subdue him.

Kirk died from his injuries soon after, and the suspect was “found unresponsive shortly after being detained,” according to the AP report, which is based heavily on a statements from Forest Hill Police Chief Dan Dennis. The suspect was pronounced dead at a local hospital, and an autopsy will be performed to determine the cause of his death.




A zatem teraz już lepiej potrafimy odróżniać przedmioty, które podają się za sprzęt muzyczny od prawdziwego sprzętu muzycznego. Mam nadzieję, że ta pouczająca lekcja pozwoli nam także w przyszłości odróżniać artystów od ludzi, którzy tylko wyglądają jak artyści.

poniedziałek, 27 maja 2013

Phosphorescent "Song for Zula"


"The last time I was on the road, I thought, 'Just a few more months, and then I’ll go home and tend to everything.' But when I got back, everything was too far gone to fix, so there was fallout. Losing my place [in the Navy Yards] was a big deal. It’s a big space, and over the years I acquired a decent amount of gear. New York is a beast, man, it’s hard to find a place to do music unless you’re going to soundproof it. Relationships are tough when you're on the road, too - my girlfriend would come on some of the tours, but it wasn't easy. Drugs and booze were involved. So I lost the place, lost the girl, and lost my mind."


---> Phosphorescent na FB

piątek, 17 maja 2013

"6 Reasons Good Bands Start to Suck" na cracked.com

Jak powszechnie wiadomo, wszystkie dobre zespoły świata kończą się na pierwszej demówce. Ja mam to szczęście, że mój ulubiony zespół nigdy nie zaczął ssać, po prostu profilaktycznie przestał cokolwiek nagrywać.

W każdym razie, mili ludzie z cracked.com mają dla nas 6 potencjalnych odpowiedzi na odwieczne pytanie "dlaczego mój ulubiony zespół zaczyna ssać?".



Przeczytaj---> "6 Reasons Good Bands Start to Suck" na cracked.com

"Gwiazdy bez grosza" na wyborcza.pl

Artykuł nowy nie jest, ale jak ktoś nie czytał to można się pośmiać.

Dzieci, spoiler alert: z nuty nie ma kaski. Tacy na przykład członkowie Grizzly Bear nie mają ubezpieczenia, ergo granie w Grizzly Bear trochę ssie, bo trasy, festiwale, fani, wywiady, wszystko fajnie, ale jeden ząb do wyrwania i człowiek leci z torbami. Nikt się w Wyborczej nie zastanawia, że skoro u muzyków Grizzly Bear aż tak cienko z kaską (wg autora zarabiają "zaskakująco mało", czyli tyle co ty i ja) to może muzycy Grizzly Bear robią coś nie do końca dobrze, ale ok, popłyńmy za tą logiką.

Porównywanie Grizzly Bear do Gunsów czy Stonesów jest potwornie śmiechowe, i wcale mnie nie dziwi, że zespół nie lata odrzutowcami, bo ceny paliwa trochę od lat 90tych poszalały. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale Pavement w tych mitycznych latach 90tych samolotami się nie bujał, więc w świecie standardów życia panteonu indie rocka raczej "hu**wo ale stabilnie". Zresztą, porównywać dochody "najlepszych gwiazd indie rocka" do "przeciętnych gwiazd rocka" to trochę jakby wsadzić do klatki nieprzeciętnie dużego chomika i kazać mu się bić z przypadkowym buldogiem. Ok, popadam w absurd. Chodźmy się zatem podziwić z panem Robertem czemu nudne i raczej nieznane średniej statystycznej zespoły mają mniej kasy niż lewa noga Axla Rose'a.



"Chcesz zostać gwiazdą rocka? Zapomnij o kokosach. W porównaniu z kolegami sprzed paru dekad dzisiejsi liderzy sceny niezależnej są biedni jak myszy kościelne Prywatne odrzutowce, limuzyny, demolki hotelowych apartamentów, za które bez mrugnięcia okiem płaci menedżer, wszelkie dostępne używki - sztampowy obraz rockandrollowego stylu życia ukształtowały trasy koncertowe gigantów w rodzaju Led Zeppelin czy The Rolling Stones. Te wyobrażenia sprzed czterech dekad - ze złotych czasów rockowego show-biznesu - długo pozostawały aktualne. Wystarczył sukces jednego albumu, aby w latach 90. w podobnej dekadencji pogrążył się zespół Guns N'Roses. Było za co się bawić - świetna sprzedaż zapewniała stały dopływ gotówki.



Jednak ekscesy czy kosztowne fanaberie bywały udziałem także artystów sceny alternatywnej. Sukces niezależnych wytwórni, takich jak: Factory, Rough Trade czy 4AD, zasadzał się często na popularności jednego zespołu, płyty, a nawet singla, które potrafiły ustawić finanse firmy na długie lata. Gdy panowie z zespołu The Smiths - największej gwiazdy w historii wytwórni Rough Trade i jednego z najważniejszych zespołów w historii brytyjskiego rocka niezależnego - pokłócili się o podział zysków, konflikt dotyczył sum z sześcioma zerami. Frontman grupy Morrissey do dziś nie może zapomnieć perkusiście Mike'owi Joyce'owi, że w wyniku sądowej batalii muzykowi - którego cały wkład, zdaniem Morrisseya, ograniczał się do rytmicznego walenia w bębny - musiał zapłacić ponad półtora miliona funtów."



Cały całość ---> "Gwiazdy bez grosza" na wyborcza.pl

czwartek, 16 maja 2013

Szop gra na harfie

Tak jakby.



"Captive Audience: The Music Business in America's Prisons" na spin.com



Czyli rewolucja technologiczna w amerykańskich więzieniach.

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak muzyka wpływa na resocjalizację, dlaczego odtwarzacze mp3 sprawdzają się w kiciu lepiej od płyt CD i kaset (spoiler alert: trudniej z nich wykonać narzędzie zbrodni) i skąd więźniowie w Idaho czerpią nutę, David Peisner ma dla ciebie obszerny reportaż.

"They can listen to their music players pretty much anytime they're in the unit," she says. Idaho began allowing inmates to have specially designed prison-issue MP3 players three years ago and somewhere between 15 to 30 percent of offenders in Orofino have bought them through their commissary accounts. "MP3 players are a lot like televisions. They're a really good babysitter. It keeps their minds from running and maybe creating some chaos."

Whether it was the seminal recordings Leadbelly made while incarcerated in Louisiana or Johnny Cash touring California prisons or just the countless inmates who have passed time huddled in their cells listening to a Walkman, music has long played an active role in inmate life. There's always been a struggle to balance the practical needs of a corrections environment with the benefits that music can provide for prisoners; but just as the digital revolution has upended the way we listen to music in the outside world, it is beginning to fundamentally change life inside prison walls too.

"They love their music players so much," says Carlin. "The people that have them want to take them wherever they go."

For decades, most corrections departments allowed inmates to purchase CDs or cassettes through approved outside vendors — sometimes the same vendors who sold them toothpaste, shampoo, and hairbrushes. But now, at least a dozen states and some federal prisons offer inmates the opportunity to buy special prison-issue MP3 players and download music through systems, informally called "Music Wardens," designed specifically for prison use. According to Brian Wittrup, operations manager for the Department of Rehabilitation and Corrections in Ohio, it took awhile to make the change from CDs to MP3s, mostly due to institutional technophobia.



Przeczytaj całosć ---> "Captive Audience: The Music Business in America's Prisons" na spin.com

niedziela, 12 maja 2013

Just shit

Od it's just rock'n'roll!

Shoshana na dwóch koncertach w Polsce!

Od it's just rock'n'roll!

Cieszmy się i radujmy, nasz ulubiony izraelski duet rockowy wpada w przyszłym tygodniu na dwa koncerty.

20.05 (poniedziałek) Kraków, Alchemia

21.05 (wtorek) Wrocław, Łykend

Shoshanę możecie pamiętać z fenomenalnych zeszłorocznych koncertów, albo, jeszcze wcześniej, z 3 koncertów Caruselli, wcześniejszego projektu Tamar Aphek (dobra wiadomość dla fanów Caruselli - część starego materiału pojawia się na koncertach Shoshany). Teraz, wspólnie z perkusistą Jonathanem Harpakiem tworzy duet Shoshana, nieodbiegający stylistycznie od Caruselli, za to trochę bardziej piosenkowy i, ekhm, klasycznierockowy. Bardzo, bardzo polecam Shoshanę na żywo, jestem nawet skłonna zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś pójdzie na jeden z dwóch koncertów tylko i wyłącznie z mojego polecenia i nie będzie zadowolony, oddam kaskę. Albo jakiś sensowny ekwiwalent kaski.

Duduś gorąco poleca rokendrole z Izraela

shoshanaa.bandcamp.com

facebook.com/shoshana.tunes




*Fotorelacja z zeszłorocznego koncertu we Wrocławiu

piątek, 3 maja 2013

Anna Gacek: not even once.

Jak powszechnie wiadomo, nie przepadam za Anią Gacek.

Też mam wadę wymowy, ale moja nie sprawia, tak jak w przypadku Ani, że brzmię słodko i czarująco, brzmię po prostu jak Doda która nie umie wymówić "R". Jako blogerki/dziennikarki która rzadko publikuje, a jeszcze rzadziej dostaje za to prawdziwe, fizyczne pieniądze, frustruje mnie fakt, że Ania ewidentnie ma dobrze płatną pracę. Frustruje mnie mnogość jej zdjęć z gwiazdami rocka, bo moim największym dokonaniem w tym zakresie jest zdjęcie z Kaseciarzem zrobione po pijaku na skłocie na Dietla (sorry Maciek, ale do Noela Gallaghera ci daleko). Ale przede wszystkim frustruje mnie fakt, że Ania ma ten sam żakiet z futra ekologicznego z Zary co ja, i teraz nie mogę go nosić.


www.annagacek.pl


A jakby się wam nie chciało klikać, co totalnie rozumiem, bo adres odstrasza, streszczę wam bloga Ani:

NOWY JORK

FLORENCE

NOWY JORK

KASABIAN

NOWY JORK

KIECE

NOWY JORK

DUŻO SŁÓW PO ANGIELSKU

NOWY JORK

KIECE

PIĘKNI LUDZIE

KIECE


*Tego posta dedykuje grupce dziewcząt, która w pewnym wrocławskim mieszkanku pieje właśnie rzewnymi łzami odkrywając fenomen Ani Gacek.

Dzień z życia redakcji


Drodzy czytelnicy stali i okazjonalni, oraz ludzie tylko oglądający obrazki!


Nie wiem, jak to się stało, że sprawy między nami zaszły tak daleko, ale niedawno stuknęło tu 500 postów. Blog rozrósł się z małego bloga odwiedzanego przez moich przyjaciół do rozmiarów małego bloga odwiedzanego przez moich przyjaciół i ludzi szukających linka do Ciemnego Środka Wszechświata. It's Just Rock'n'roll właściwie przeniósł się nieformalnie na Facebooka, bo tam jest lepsza impreza, ale najciekawsze/najgłupsze rzeczy wciąż ukazują się na blogu.


Kiedy zakładałam It's Just R'n'r, było więcej zdjęć z afterków i mniej hejtu na współczesną muzykę. Ale lata lecą, praca od 9 do 17 daje w kość, kredyt trzeba spłacić, a trójka dzieci nie wychowa się sama. Nie no, jaja se robię. Dalej nie mam pracy na etat, dalej mam tylko dwa koty, i dalej chodzę z tym śmiesznym muzykiem który niepokojąco przypomina Chrisa Martina, ogólnie chaos. Także u mnie bez zmian, mam nadzieję, że u was też wszystko dobrze.


Było przez te 5 lat parę pamiętnych, śmiesznych postów, i parę pamiętnych postów które z perspektywy czasu już są mało śmieszne. Oto parę z nich:

Kawały o muzykach vol. 2

Polskie zespoły alternatywne w kulturze masowej

Anna Gacek overshare

Piosenki o seksie

Mało znane fakty o muzyce #1

Polskie zespoły alternatywne jako szwedzkie zespoły niealternatywne z lat 70tych

Babcia Zosia vs Marcin Piekoszewski



Z okazji 500. posta chciałam się z wami podzielić tym, jak wygląda "praca" w "redakcji". Oto przykładowy dzień z życia R'n'r Towers!



Godz 13.00 Czas wstawać, bo jak to mawiały starożytne filozofy, "dzień się sam nie zje*ie".



Godz 13.30 Dzień zaczynamy zawsze tak samo: kawa, papierosy i klip zespołu The Trash – na wypadek, gdybyśmy przez noc zapomnieli, jak wygląda rock'n'roll.



Godz 14.00 Rozpoczynam długi i żmudny proces błądzenia po omacku w mrocznych internetach. W tym celu wertuję różne ciekawe i wartościowe strony (patrz: linki po prawej stronie), i Onet. A tak na serio: 1. Twitter (dla newsów), 2. StumbleUpon (dla przypadkowych newsów z dupy), 3. Instapaper (dla organizacji całego tego bajzlu).



Godz 17.00 "Redakcja" mieści się w centrum Krakowa i czasem wpadnie do nas jakiś fajny muzyk. Na poniższym zdjęciu przykładowo, i, dodam, zupełnie przypadkowo, Duduś przeprowadza wywiad z Michałem Smolickim z Bad Light District. Wywiad prawdopodobnie się nie ukaże, bo koty nie potrafią mówić.



Godz 17.50 Czas na teleturniej "1 z 10", bo nuta nutą, ale wiedza ogólna jest ważna.



Godz 20.00 Gdy słońce zachodzi zazwyczaj zaczynają się dziać rzeczy dziwne i niesamowite. "Twarz mi blednie, włos mi rzednie, psują mi się zęby przednie", jak to śpiewał Wiesław Gołas. Więc może ominę tą część. Dość powiedzieć, że ostatnio, jak wieczorem wyszłam z domu, rano obudziłam się z podpisanym zdjęciem zespołu Wilki i TOTALNIE NIE MAM POJĘCIA skąd je mam.



Tyle o "redakcji". Jeszcze małe post scriptum o samym blogu. Według statscrop.com, blog mieszka w przestronnej serwerowni w Mountain View w Kaliforni.

Lubię myśleć, chodzi rano na spacery nad Zatokę San Francisco, oddycha świeżym kalifornijskim powietrzem i przyjaźni się z innymi, równie porytymi blogami.

Sex tape

Jest gdzieś taka mityczna kraina, do której teleportują się skarpetki, parasole, pendrajwy i...

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Ludzie, alarm odwołany, muzyka jednak nie schodzi na psy

"Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock" na yourmusicisawful.com

Your Music Is Awful to moje nowe ulubione miejsce w internetach. Strona o takiej nazwie po prostu musi być fantastyczna, nie ma bata. Absolutnym hajlajtem jest na niej artykuł Kitty Vincent "Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock", który zwraca uwagę na ważną, acz rzadko komentowaną kwestię: CO SIĘ STAŁO Z ROCK'N'ROLLEM I DLACZEGO KAŻDY CHOLERNY ZESPÓŁ MA BANJO. Ok, Kitty Vincent wytłumaczy to lepiej:



"I’m so exhausted by this generation of watered-down, vaguely 60’s or vaguely folk, mid-tempo, non-offensive, cutesy indie music. When I was 16 or 22 I wanted to break shit. I was pissed off at an unjust world, at the indignities of high school, at my parents, at that ever-present dude who grabbed my ass at rock shows (I’m still pissed off at that dude, by the way). I don’t get it, these kids grew up in a post 911, Patriot Act world where they will likely never make as much money as their parents or pay off their student debt and yet all they want to do is grow a beard, play the banjo, and hold hands. What the fuck?

This can be blamed, to some degree, on the rise of the music blog. I realize the irony of writing that on a music blog, but it is the reality all the same. The Internet has created a space in which every journalism-major with an ironic t-shirt and a laptop has the power to shape popular culture. It doesn’t matter that he doesn’t know who Brian Jones is or that he’s never listened to a T-Rex album all the way through. It makes no difference that he can’t identify anything in the Talking Heads’ catalogue besides Burning Down the House. You can’t see this person, you’ve never met him, and you have no idea if he has any credibility whatsoever, and yet, you’re letting him dictate your musical tastes to you. For all you know this kid spent his high school years listening to Linkin Park while trolling the web for date-rape porn. He may have been a Juggalo until he was 18 when he discovered The Postal Service through some girl he had the hots for. You don’t know."



Przeczytaj całość---> Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock" na yourmusicisawful.com

niedziela, 28 kwietnia 2013

Współlokator o beznadziejnym guście muzycznym to jedna z najstraszniejszych rzeczy jakie mogą się człowiekowi przytrafić w życiu

Wiem coś o tym, przez 5 lat mieszkałam z kolesiem, który słuchał Kultu. Jeśli masz takiego współlokatora, widzę to tak: masz trzy opcje.

1. Mówić często i głośno o tym, jak jego ulubiona muzyka ssie. W rezultacie będzie puszczać ową muzykę jeszcze częściej i jeszcze głośniej. Może nawet, o zgrozo, ta muzyka zacznie ci się podobać. Zastanawialiście się kiedyś skąd biorą się fani disco polo? Polskiego rocka lat 90tych?? Depeche Mode??? Osmoza ludzie, osmoza.

2. W subtelny i grzeczny sposób podrzucać współlokatorowi swoją nutę, zaczynając od nuty najbardziej podobnej do szataństwa wydobywającego się z jego/jej głośników, poprzez rzeczy średnio dobre, po twoje docelowe, ulubione zespoły.

3. Możesz nagrać filmik taki jak ten poniżej, i liczyć na to, ze współlokator się wyniesie.


"Pink Floyd. The Dark Side Of The Moon - długie lata ściemy" na newsweek.pl

Na stronie Newsweeka można przeczytać dość kontrowersyjny artykuł Leszka Bugajskiego o Pink Floyd. Większość osób, które przeczytały ten tekst, zalewa krew. Bo pan Leszek pojechał po bandzie.

Jeszcze nie wyciągajcie wideł i pochodni: nie mam nic do Floydów. Ok, może trochę. Moim ulubionym albumem tego zespołu jest Final Cut, (co, jak się boleśnie przekonałam już w liceum, jest ogromnym foł pa), a reszta twórczości zespołu oscyluje u mnie gdzieś pomiędzy "całkiem spoko" a "nie kumam".

Pink Floyd jest zespołem kanonizowanym, i nikt nie waży się podnieść na nich ręki, tak samo jak nikt nie powie, nigdy, ever, że Nirvana, Beatelsi albo Stonesi to słaby zespół. "Bo Floydzi wielkim zespołem byli". Kanonizowanie zespołów jest tym ważniejsze, że dzięki internetom każdy człowiek i jego pies mają swoją własną, legalną i totalnie usprawiedliwioną opinię na temat DOSŁOWNIE WSZYSTKIEGO, więc teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy na świecie kapel, co do których zgadzają się absolutnie wszyscy. Tak abyśmy mogli żyć w przekonaniu, że ta cała muzyka to nie tylko chaos subiektywności, działania marketingowe, czyste przypadki i kapele, których kariera wypaliła dzięki temu, że kiedyś gdzieś się nawalili z odpowiednią ważną osobą i wszystko już potem jakoś poszło. Musimy być pewni, dla dobra muzyki, że PINK FLOYD JEST OBIEKTYWNIE ZAJEBISTYM ZESPOŁEM. I tu wchodzi jakiś dziennikarz i burzy naszą Utopię, wkrada się weltschmertz, ennui i chęć za******a dziennikarza siekierą.

Ja tam daję panu Bugajskiemu plus za wyrażanie niewygodnych opinii, popartych tłem historycznym i argumentami, a nie, co najważniejsze, bełkotem na zasadzie "nie lubiem bo fe". Floydzi wciąż są dla mnie fajną kapelą, i nikt nie kwestionuje ich wkładu w ewolucję muzyki. Ale gdyby nie głosy odrębne muzyka stałaby w miejscu, więc chciałabym gorąco podziękować panu Bugajskiemu za wkurwienie całej tej rzeszy licealistów i studentów kierunków technicznych.


"Wydany równo 40 lat temu – 24. marca 1973 roku – album „The Dark Side Of The Moon” zespołu Pink Floyd uchodzi za jedną z najważniejszych płyt w historii muzyki rozrywkowej. Lata płyną, a i płyta, i zespół, który zresztą już dawno temu się rozpadł, mają oddanych wielbicieli. Czy rzeczywiście ich płyty są albumami wszech czasów?

W sensie komercyjnym przekłada się to na trwające przez cztery dekady zapotrzebowanie rynkowe na płytę, którą z okazji jubileuszu dziennikarka znającego się na rzeczy „Forbesa” nazwała jednym z najlepiej sprzedających się albumów wszech czasów (ocenia się że to już blisko 50 milionów egzemplarzy). W sensie artystycznym, gdzie się nie rzuci okiem, tam się widzi teksty o tym, jakie to wybitne wydawnictwo, jakich wyżyn intelektualnych i muzycznych sięgnęło. I to budzi moje wątpliwości.

Jestem głęboko przeświadczony, że cała kariera Pink Floyd jest następstwem kompleksów, jakie od chwili jej szczytowego wzlotu gnębią świat muzyki rockowej i sporą część słuchaczy tego, co wytwarza. Ten szczytowy wzlot to końcówka lat 60. ub. wieku i początek następnej dekady – rock był już ważną, nawet bardzo ważną, częścią światowej kultury, poczuł swoją siłę, zrozumiał że jest głosem młodego pokolenia, uświadomił sobie, jak głęboko wpłynął na obyczaje, modę i nawet politykę. Zaczęły w nim jednak – co normalne – kiełkować ambicje wyrastające poza jego możliwości. Przytomni muzycy, jak choćby członkowie zespołu Rolling Stones, czuli się związani z bluesowymi, muzycznie przecież ubogimi, korzeniami ich twórczości i doskonale wiedzieli, że siłą rocka nie jest wyrafinowanie, ale energia, emocje, prawda, spontaniczność i bezpretensjonalność."


Przeczytaj resztę--->Pink Floyd. The Dark Side Of The Moon” - długie lata ściemy" na newsweek.pl

wtorek, 9 kwietnia 2013

Na niby

Zasługi Radka Majdana dla naszego kraju są liczne i niedoceniane. Zostawiając za sobą karierę piłkarską i małżeństwo z Dodą, Radek chyba postanowił skoncentrować się na tym, co mu wychodzi najlepiej: zapewnianiu średniej statystycznej lolkontentu najwyższej klasy!

Stąd i moje Opus Magnum Radoslavus na łamach Piany. Bo jeśli jeszcze nie wiecie, RADEK MAJDAN GRA ROCK'N'ROLLA. Kiedy pisałam ten artykuł nie było jeszcze oficjalnego klipu do piosenki "Na Niby" zespołu The Trash, i dobrze, bo pewnie oglądałabym go w kółko całą dobę i artykuł nigdy by nie powstał. Ale klip już jest, i jest epicki. Epicki. Są laseczki, są błyskate światełka, są dragi, jest przemoc wobec kobiet, jest też trochę całujących się kobiet, generalnie wszystko co potrzeba do dobrego rock'n'rolla. A, no i przystojni mężczyźni grający na groźnie i profesjonalnie wyglądających instrumentach. Pierwszy raz od czasu 'N Sync nie jestem w stanie zdecydować, z którym z muzyków najbardziej bym się chciała, ekhm, trzymać za rękę. Cyrk na kółkach.



Zachęcam zatem do przeczytania "10 powodów, dla których Radek Majdan jest idealną gwiazdą rocka" (oraz docenienia ślicznego rysunku Oli Szmidy) na pianamagazine.com

Na firmamencie polskiego rocka wschodzi właśnie nowa gwiazda – zespół The Trash. Nikogo by to pewnie nie interesowało (istnieją już parę lat i dotąd nie zainteresowało), gdyby nie to, że od niedawna gitarzystą kapeli jest nikt inny, jak Radek Majdan, znany szerszej publiczności z zamierzchłej kariery piłkarskiej, powiedzenia k***a na antenie Canal+, bycia celebrytą klasy B i zastanawiającego nalegania na długie włosy mimo postępującego łysienia.

Całe to zamieszanie nie obchodziłoby mnie ani trochę, gdyby nie to, że The Trash są istną kopalnią – albo raczej wysypiskiem – rock’n'rollowych stereotypów. Wszystko, od nazwy, przez image muzyków, po singiel Na Niby POCHODZI W 100% Z ODZYSKU (tzw. fenomen zespołu ekologicznego). Jest stadionowy refren, jest solówka naskalna, są tatuaże, dzikie fryzury, alkohol leje się strumieniami. No istny cyrk na kółkach no.

Jedyna notka biograficzna, jaką znalazłam, sugeruje, że zespół jest dla beki, że świadomie wykorzystuje klisze, że chodzi tylko o dobrą zabawę, a nie o parcie na szkła i portfele i tak dalej. Na pewno muzycy są świadomi wszystkich oklepanych chwytów, jakich używają – to nie przypadkowi kumple poznani przez ogłoszenie, tylko doświadczeni artyści, mający w dorobku współpracę z najjaśniejszymi gwiazdami polskiego rocka, jakkolwiek słabo to brzmi. Ale wszystko to trąci trochę taką sytuacją, gdy wkładasz na imprezę ten ciekawy sweter w geometryczne wzory, który kupiłeś w lumpie, wszyscy się z ciebie śmieją, więc mówisz, że nosisz go ironicznie, po czym idziesz do domu płakać. Zespół The Trash jest za mało śmieszny, by zostać uznanym za pastisz, i zbyt nieumyślnie śmieszny, by traktować go poważnie.

Klip, a właściwie pokaz slajdów z sesji zdjęciowej w jakimś modnym warszawskim klubie, jest tak zły, że aż dobry. Nazywam takie fenomeny kulturowe rzeźbami z gówna. Że gówno, to kwestia w dużej mierze subiektywna, ale moim celem tutaj jest pokazanie ci, drogi czytelniku, dlaczego jest to rzeźba. Dopracowana, przemyślana i idealnie stargetowana pod Statystycznego Polaka. Bo kto nie kocha gwiazd rocka: umęczonych geniuszy, pijaków, rozpustników, marzycieli, wariatów, buntowników? I kto lepiej nadaje się do roli Naczelnej Gwiazdy Rocka Rzeczypospolitej niż Radek Majdan, facet znany z burzliwych romansów, chodzenia na przyjęcia, przeklinania i obrażania policjantów?



Przeczytaj resztę-->"10 powodów, dla których Radek Majdan jest idealną gwiazdą rocka" na pianamagazine.com

czwartek, 14 marca 2013

Bad Light District rusza w trasę!


Panowie z BLD ruszają w wertykalną trasę po kraju promując drugą płytę Nothing Serious. Trasa, jak panowie zapewniają, ma być odpowiednio niepoważna.

Nothing Serious to pierwsza płyta BLD jako pełnoprawnego zespołu: do składu dołączyli Jacek Dąbrowski (znany z TELE) na gitarze, Łukasz Lembas (znany z TELE i Bubble Pie) na basie, i Maciek Pietrzyk (znany z 10 000 Szelek) na garach. Producentem jest Michał Kupicz, supergwiazda realizacji dźwięku, znana m.in. ze współpracy z Tres B., Kristen i Mikrokolektywem.

Płyta oficjalnie wyszła we wrześniu, ale zespół miał trochę przejść w kwestiach wydawniczo-dystrybucyjnych, więc fizycznie dostępna będzie dopiero w połowie tego miesiąca. Na razie album można nabyć na koncertach, a posłuchać można w całości tutaj, do czego gorąco zachęcam, bo jest fenomenalny!

A trasa wygląda tak:

15.03.2013 - BYDGOSZCZ / Mózg (razem z 3moonboys i 1926)

16.03.2013 - TCZEW / Tromba

17.03.2013 - GDYNIA / Desdemona

21.03.2013 - KRAKÓW / Re (razem z 3moonboys)

22.03.2013 - ŁÓDŹ / Scenografia

24.03.2013 - DĄBROWA GÓRNICZA / Komitywa

///Oficjalna strona Bad Light District///

A, zapomniałabym. Jeśli chcesz zdobyć płytę, możesz to zrobić teraz w tej chwili, pisząc na itsjustrnr@gmail.com. W tytule maila wstaw "Bad Light District", w treści dowolny dowcip o basistach, pierwsza osoba wygrywa.

środa, 13 lutego 2013

The Kitten Covers


PEWNIE KOJARZYCIE PRACE ALFRY MARTINI - twórczyni fantastycznego tumblera The Kitten Covers. Alfra gra w zespole, prowadzi wytwórnię, ale, co najważniejsze, rewolucjonizuje internety połączeniem kotków i muzyki. Aby dowiedzieć się więcej o The Kitten Covers przeczytaj wywiad z Humor in America.


David B. Olsen: A common observation that seems to frame discussions of your work is that these images were kind of inevitable. Like it’s almost weird that it has taken us so long as a culture to add kittens to famous album covers. My favorite assessment of your work comes from a short piece in New York Magazine online: “It’s a new blog in which the subjects of iconic album covers are replaced with kittens. So, basically, that’s a wrap, Internet!” What combination of cosmic forces did it take, therefore, for The Kitten Covers to come about through you?


Martini: It’s funny that for some, The Kitten Covers seem to signify the end to the internet. As if to say, all our advances in information sharing have culminated into this final point. Like the punchline to a long drawn out narrative, our ambitions for advanced global communication have produced this ultimate monstrous phenomenon: Rock n Roll Kittens!! It’s like a kittenized Planet of the Apes moment where Charlton Heston freaks out realizing human technological progress has led to it’s destruction: “We finally really did it. You maniacs! You blew it up! Ah, damn you! God damn you all to hell!” Hahaha. Kittens Rule!


But the truth is anthropomorphism is as old as humanity itself and animal parodies have been used forever. Also, parodying classic album art is nothing new to the internet. Sleeveface, Lego Albums, and Album Tacos had all been around before The Kitten Covers. And though I don’t spend a massive amount of time on the internet, I do run a record label (All Hands Electric) and am a musician myself. Pair that with my love of vinyl records, cover art, and music iconography in general, and throw in a dash of my graphic design interests… I had, of course, been exposed to these viral images in the past so had an idea of this type of humor.


But how The Kitten Covers came to being more specifically: I was staying home from my day job as a vintage poster dealer, recuperating from a cold and feeling a little restless in bed. Lucky for me, I always have something to do for the record label, regardless of whether I can get out of bed or not, and as we are a very independent DIY outfit, I started researching alternative methods for record distribution on my laptop, i.e. checking out stores who might be interested in carrying our stuff. It’s not the most effective thing, but you have to start somewhere, and I wasn’t about to waste my time sneezing all day. Sifting through online catalog after catalog, well, you revisit some iconic album covers and, if you are like me, you get distracted by the graphic decisions and the exaggerated style of rock iconography.


It was then that a vision popped into my head: David Bowie as a kitten. I don’t know how or why. Perhaps it’s because I’m a huge Bowie fan and have an Aladdin Sane tote bag I use and see everyday – or perhaps it was because my little calico cat was sleeping at my feet, as she usually does when I’m in bed – or maybe it was the Theraflu – but it was a very clear image and the thought made me laugh. The die was cast. I had to see it in real life.


Przeczytaj całość---> "The Sound and the Furry: An Interview with Alfra Martini, Creator of The Kitten Covers" na humorinamerica.wordpress.com


Etykieta mailowa, czyli co każdy niezależny muzyk powinien wiedzieć o proszeniu ludzi o różne rzeczy drogą korespondencji elektronicznej

Etykieta mailowania jest dużo bardziej skomplikowana, niż może się wydawać, prawda?


Nieprawda.


Chodzi tak naprawdę o dwie proste rzeczy:

1. Żeby nie wychodzić z założenia, że twój mail jest dla odbiorcy ważny (w 9 na 10 przypadków nie jest: wszyscy jesteśmy zajęci, wszyscy mamy skrzynki pełne spamu, wszystkim nam trzeba różne rzeczy przypominać, nawet te ważne)

2. Jeśli już ktoś się zainteresuje twoją propozycją wspólnego koncertowania, albo będzie chciał napisać o twojej nowej epce, staraj się mu ułatwić pracę.

W każdym razie, Seth Herman ma do powiedzenia na ten temat dużo więcej i zrobi to dużo lepiej niż ja.

"When emailing a band’s management for the first time, you only have a few chances to get our attention. Mess that up, and your email is lost.

Below is a list of common mistakes and pet peeves from years of receiving emails, along with suggestions for ways to improve your communication to people you do not already know. Reading this will increase your chance of the support slot, or the desired response you hope for.

Remember, we are all people, trying hard to share music, just like you.

Dear Musicians,

You have fans who love your music. Please treat them with respect.

1. Your email list is gold. It is the most effective way to connect with your community. - never send out an email to your fan list (or music industry list) with everyone “CCed”. This is a blatant violation of trust, and you do not have the right to include our email address in such an intrusive way. **If you do need to send out a group email without using an email management program, then “BCC” everyone. - never add my email to your email list, because you think I will listen to your music, or consider you for support, unless I have signed up for your list. Instead, you may write me a personal email asking if it is OK to include me on your email list, with a few sentences about why you think I would like to be on it (...)"


Przeczytaj resztę---> "Music Industry Email Etiquette 101 – For/from people who give a damn." na musicthinktank.com

"The Funniest and Meanest Things Bands Have Said About Their Fans" na flavorwire.com

Jeśli masz cokolwiek wspólnego z branżą muzyczną, albo po prostu lubisz rozmawiać z muzykami po koncercie, prawdopodobnie powiedziałeś kiedyś jakiemuś muzykowi coś niemiłego. Prawdopodobnie muzyk przyjął to z szacunkiem, w najgorszym przypadku z olewaniem. Ale nie ci kolesie. Ci są wkurwieni, i nie boją się o tym mówić.


Billy Corgan


“If I read anything from, let’s call it the ‘hardcore fanbase,’ they are stuck in ’93. It’s 17 years [later] and I don’t know what they expect to have happen. It’s sort of beautiful because what they are saying is, ‘You so touched me in that moment, I want more of that.’ But the thing that I find really insulting is there’s a deeper message there which is ‘You’ll never be better.’… Half of those fucking jerkos would have us playing all of Siamese Dream on this tour.”


Adam Duritz


“Gee, did you ever wonder what it’s like to have a website filled with fans who love you and your work and are genuinely decent caring people? Me too.”


Ghostface Killah


“Y’all motherfuckers are still downloading my shit [for free]. I thought y’all motherfuckers loved me… I go all out for y’all, but y’all niggas be hurting the kid, because you don’t want to go and cop our CD. Y’all rather download our shit… which is cool, whatever, but come on, we do this, we spend a lot of time in the studio to come out with no result when we drop our albums and shit. I’m asking y’all to go to the store and buy that.”


Przeczytaj całość---> "The Funniest and Meanest Things Bands Have Said About Their Fans" na flavorwire.com

"Jak organizować koncerty?" na noweidzieodmorza.com

NOWE IDZIE OD MORZA ma ciekawy cykl artykułów na temat starego jak świat pytania "Jak organizować koncerty?"


Ten wywiad z Arkadiuszem Hronowskim, właścicielem sopockiego SPATiFu, jest szczególnie ciekawy. Nie jestem pewna, czy podpisuje się pod wszystkim, co mówi, ale dobrze jest mieć w dyskusji też ogarniętego człowieka, który organizuje koncerty.


"Przyczynkiem do dyskusji jest wpis Arkadiusza Hronowskiego, właściciela sopockiego klubu SPATiF, który zamieścił go na swoim profilu na Facebooku, komentującc rzeczywistość koncertową w Trójmieście, ale także poza nim:


Od 13 lat organizuję koncerty w klubach i przez ten czas jeszcze nigdy nie zaproponowałem żadnej kapeli, żeby zagrała za honorarium uzyskane ze sprzedaży biletów czyli – umówmy się – za darmo. Bo jeśli tak do sprawy podchodzi właściciel klubu, oznacza że kompletnie nie zależy mu na wypromowaniu takiego koncertu, tylko na sprzedaniu jak największej ilości alkoholu. Fakt – sporo kapel grała dla mnie za darmo, ale był ku temu zazwyczaj jakiś powód: premiera płyty, którą im wydałem, urodziny klubu albo koncert charytatywny. Potem jednak „odbili” to sobie, grając za normalne pieniądze. Większość wykonawców zawsze grała u mnie za bardzo przyzwoite stawki, otrzymywali nocleg, bar, wyżywienie i relację z koncertu. Nigdy żadnej kapeli nie wypłaciłem stawki później niż 15 min po wykonie. I niech nikt nie mówi mi, że jak się kręci to mogę płacić. Kręci się bo smaruję. Smaruję, wymieniam części, zawodników i dalej smaruję.


Hronowski zwraca także uwagę na kwestie sponsoringu i współpracy z biznesem:


Jest jeszcze jeden dość istotny fakt, o którym większość nie wie. Otóż tego rodzaju kluby otrzymują całkiem przyzwoite wsparcie od właścicieli marek alkoholowych i tytoniowych. Gdzie te pieniądze w większości idą? Do ich pazernych kieszeni albo w nos. Mój klub w stu procentach przeznacza te pieniądze na wsparcie koncertów, reklamy, wydawnictwo oraz sprzęt sceniczny.


Dochodzi jeszcze kwestia nagłośnienia, a także traktowania zespołów przez właścicieli klubów:


Kolejnym koszmarem jest nagłośnienie w wielu klubach – z odzysku, byle tańsze, a gałkami kręcą przeważnie dyletanci albo narąbani dyletanci. A światła? To już ku*** przesada. Jakie światła, przecież jasno jest? Poza tym one są na prąd. Koncertując z własną kapelą, osobiście doświadczyłem jak właściciel klubu sam kręcił gałkami, było ciemno jak w dupie, a potem w żywe oczy wypłacał nam 360 zł. Na koncercie było ok. 100 os i wyżłopali 200 browarów, za co on dostanie wsparcie od browaru. Bilety były po 15 zł. Rozumiem że muzyk musi koncertować ale do ku*** nę*** zacznijcie bojkotować te knajpy, które Was tak traktują. Frajerzy padną, a rozsądni się obudzą i sytuacja zacznie się zmieniać. To w końcu ich praca a nie przywilej bycia ch**** Waszym kosztem!"


Przeczytaj resztę: "Jak organizować koncerty?" na noweidzieodmorza.com

wtorek, 22 stycznia 2013

Żenująco spóźniona, bezczelnie ignorancka i właściwie dość nudna lista płyt, których słuchałam w 2012

Listy najlepszych płyt minionego roku są jak dyplomy ukończenia studiów magisterskich: każdy ma, nikogo to nie obchodzi.

Patrzysz na taką listę i od razu myśli dzielą się na dwie kategorie:

1. "Nie znoszę tego artysty, jak mogli go wybrać, a pominąć fantastyczne wydawnictwo [tu wstaw nazwę zespołu]!"

2. "Chryste nie wiem kim są ci ludzie, nie jestem wystarczająco dobry żeby uczestniczyć w dyskursie popkultury, może powinienem się poddać i zacząć słuchać RMFu"

Z drugiej strony jednak była w roku 2012 garstka płyt, która mnie wzruszyła, i zakładam optymistycznie, że jeśli to czytasz, może cię ciekawić jakie to były płyty. Oto one.


Perfume Genius - "Put Your Back N 2 It"

Z zasady, smutni chłopcy z gitarami/pianinami to dla mnie koncepcja nudna, niebezpieczna i patetyczna. Ale Perfume Genius ma to "coś", od tego się logika odbija.



Japandroids - Celebration Rock

W przeciwnym narożniku mamy Kanadyjczyków z Japandroids, którzy należą dla mnie do wąskiej kategorii zespołów, które mogłyby wsadzić zużytą chusteczkę do pudełka, wydać to jako płytę, a ja i tak byłabym zadowolona. Dlatego, że a) na żywo jest ogień, serio b) jest to jeden z niewielu zespołów które wykorzystują wszystkie rock'n'rollowe klisze znane ludzkości nie będąc jednocześnie Bon Jovi. Dodatkowym bonusem jest fakt, że na płycie pojawiają się odgłosy fajerwerków. DWA RAZY.

Maserati - "VII"

Odkryłam ten zespół niedawno, a już jest jednym z poważnych konkurentów do zaszczytnego tytułu Mojego Ulubionego Zespołu, odkąd to The Secret Machines postanowiło nie bawić się już w wydawanie epickich płyt. Wszystkie 153 płyty Maserati są spoko, zwłaszcza jeśli lubi się współczesne krautrocki, ja szczególnie lubię "Pyramid of The Sun".



Pond - "Beard, Wives, Denim"

W Perth w Australii dodają jakieś spoko dragi do wody, o czym może świadczyć też nowa Tame Impala - też niezła płyta, ale nie ma na niej "You Broke My Cool". Większość płyt, na których nie ma tej piosenki, jest słaba.



Cloud Nothings - "Attack on Memory"

Porządne brudne granie ze znakiem jakości Albiniego. Czego można chcieć więcej. Tak, słyszę te fałsze i tak, podobają mi się.



Shoshana - "Youth Tax"

Najfajniejsze zespoły często znajdujemy w mało oczywistych miejscach (np. w Bydgoszczy jest parę) - Shoshana to duet pochodzący z Tel Avivu, odwiedził nasz kraj w zeszłym roku i z tego co wiem w tym też planuje. Shoshana to jeden z tych fantastycznych zespołów które mają gdzieś, co się dzieje we współczesnej muzyce, i nieźle na tym wychodzą.

A Place to Bury Strangers - "Worship"

APTBS wielkim zespołem jest, koniec tematu.



Szacunek też dla trzech rodzimych wydawnictw, które w zeszłym roku wspieraliśmy. Bad Light District, Stardust Memories i Dead Snow Monster - świetna robota, czekam na więcej!