poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Ludzie, alarm odwołany, muzyka jednak nie schodzi na psy

"Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock" na yourmusicisawful.com

Your Music Is Awful to moje nowe ulubione miejsce w internetach. Strona o takiej nazwie po prostu musi być fantastyczna, nie ma bata. Absolutnym hajlajtem jest na niej artykuł Kitty Vincent "Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock", który zwraca uwagę na ważną, acz rzadko komentowaną kwestię: CO SIĘ STAŁO Z ROCK'N'ROLLEM I DLACZEGO KAŻDY CHOLERNY ZESPÓŁ MA BANJO. Ok, Kitty Vincent wytłumaczy to lepiej:



"I’m so exhausted by this generation of watered-down, vaguely 60’s or vaguely folk, mid-tempo, non-offensive, cutesy indie music. When I was 16 or 22 I wanted to break shit. I was pissed off at an unjust world, at the indignities of high school, at my parents, at that ever-present dude who grabbed my ass at rock shows (I’m still pissed off at that dude, by the way). I don’t get it, these kids grew up in a post 911, Patriot Act world where they will likely never make as much money as their parents or pay off their student debt and yet all they want to do is grow a beard, play the banjo, and hold hands. What the fuck?

This can be blamed, to some degree, on the rise of the music blog. I realize the irony of writing that on a music blog, but it is the reality all the same. The Internet has created a space in which every journalism-major with an ironic t-shirt and a laptop has the power to shape popular culture. It doesn’t matter that he doesn’t know who Brian Jones is or that he’s never listened to a T-Rex album all the way through. It makes no difference that he can’t identify anything in the Talking Heads’ catalogue besides Burning Down the House. You can’t see this person, you’ve never met him, and you have no idea if he has any credibility whatsoever, and yet, you’re letting him dictate your musical tastes to you. For all you know this kid spent his high school years listening to Linkin Park while trolling the web for date-rape porn. He may have been a Juggalo until he was 18 when he discovered The Postal Service through some girl he had the hots for. You don’t know."



Przeczytaj całość---> Hey Kids, Grow a Pair: How Music Blogs Neutered Indie Rock" na yourmusicisawful.com

niedziela, 28 kwietnia 2013

Współlokator o beznadziejnym guście muzycznym to jedna z najstraszniejszych rzeczy jakie mogą się człowiekowi przytrafić w życiu

Wiem coś o tym, przez 5 lat mieszkałam z kolesiem, który słuchał Kultu. Jeśli masz takiego współlokatora, widzę to tak: masz trzy opcje.

1. Mówić często i głośno o tym, jak jego ulubiona muzyka ssie. W rezultacie będzie puszczać ową muzykę jeszcze częściej i jeszcze głośniej. Może nawet, o zgrozo, ta muzyka zacznie ci się podobać. Zastanawialiście się kiedyś skąd biorą się fani disco polo? Polskiego rocka lat 90tych?? Depeche Mode??? Osmoza ludzie, osmoza.

2. W subtelny i grzeczny sposób podrzucać współlokatorowi swoją nutę, zaczynając od nuty najbardziej podobnej do szataństwa wydobywającego się z jego/jej głośników, poprzez rzeczy średnio dobre, po twoje docelowe, ulubione zespoły.

3. Możesz nagrać filmik taki jak ten poniżej, i liczyć na to, ze współlokator się wyniesie.


"Pink Floyd. The Dark Side Of The Moon - długie lata ściemy" na newsweek.pl

Na stronie Newsweeka można przeczytać dość kontrowersyjny artykuł Leszka Bugajskiego o Pink Floyd. Większość osób, które przeczytały ten tekst, zalewa krew. Bo pan Leszek pojechał po bandzie.

Jeszcze nie wyciągajcie wideł i pochodni: nie mam nic do Floydów. Ok, może trochę. Moim ulubionym albumem tego zespołu jest Final Cut, (co, jak się boleśnie przekonałam już w liceum, jest ogromnym foł pa), a reszta twórczości zespołu oscyluje u mnie gdzieś pomiędzy "całkiem spoko" a "nie kumam".

Pink Floyd jest zespołem kanonizowanym, i nikt nie waży się podnieść na nich ręki, tak samo jak nikt nie powie, nigdy, ever, że Nirvana, Beatelsi albo Stonesi to słaby zespół. "Bo Floydzi wielkim zespołem byli". Kanonizowanie zespołów jest tym ważniejsze, że dzięki internetom każdy człowiek i jego pies mają swoją własną, legalną i totalnie usprawiedliwioną opinię na temat DOSŁOWNIE WSZYSTKIEGO, więc teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy na świecie kapel, co do których zgadzają się absolutnie wszyscy. Tak abyśmy mogli żyć w przekonaniu, że ta cała muzyka to nie tylko chaos subiektywności, działania marketingowe, czyste przypadki i kapele, których kariera wypaliła dzięki temu, że kiedyś gdzieś się nawalili z odpowiednią ważną osobą i wszystko już potem jakoś poszło. Musimy być pewni, dla dobra muzyki, że PINK FLOYD JEST OBIEKTYWNIE ZAJEBISTYM ZESPOŁEM. I tu wchodzi jakiś dziennikarz i burzy naszą Utopię, wkrada się weltschmertz, ennui i chęć za******a dziennikarza siekierą.

Ja tam daję panu Bugajskiemu plus za wyrażanie niewygodnych opinii, popartych tłem historycznym i argumentami, a nie, co najważniejsze, bełkotem na zasadzie "nie lubiem bo fe". Floydzi wciąż są dla mnie fajną kapelą, i nikt nie kwestionuje ich wkładu w ewolucję muzyki. Ale gdyby nie głosy odrębne muzyka stałaby w miejscu, więc chciałabym gorąco podziękować panu Bugajskiemu za wkurwienie całej tej rzeszy licealistów i studentów kierunków technicznych.


"Wydany równo 40 lat temu – 24. marca 1973 roku – album „The Dark Side Of The Moon” zespołu Pink Floyd uchodzi za jedną z najważniejszych płyt w historii muzyki rozrywkowej. Lata płyną, a i płyta, i zespół, który zresztą już dawno temu się rozpadł, mają oddanych wielbicieli. Czy rzeczywiście ich płyty są albumami wszech czasów?

W sensie komercyjnym przekłada się to na trwające przez cztery dekady zapotrzebowanie rynkowe na płytę, którą z okazji jubileuszu dziennikarka znającego się na rzeczy „Forbesa” nazwała jednym z najlepiej sprzedających się albumów wszech czasów (ocenia się że to już blisko 50 milionów egzemplarzy). W sensie artystycznym, gdzie się nie rzuci okiem, tam się widzi teksty o tym, jakie to wybitne wydawnictwo, jakich wyżyn intelektualnych i muzycznych sięgnęło. I to budzi moje wątpliwości.

Jestem głęboko przeświadczony, że cała kariera Pink Floyd jest następstwem kompleksów, jakie od chwili jej szczytowego wzlotu gnębią świat muzyki rockowej i sporą część słuchaczy tego, co wytwarza. Ten szczytowy wzlot to końcówka lat 60. ub. wieku i początek następnej dekady – rock był już ważną, nawet bardzo ważną, częścią światowej kultury, poczuł swoją siłę, zrozumiał że jest głosem młodego pokolenia, uświadomił sobie, jak głęboko wpłynął na obyczaje, modę i nawet politykę. Zaczęły w nim jednak – co normalne – kiełkować ambicje wyrastające poza jego możliwości. Przytomni muzycy, jak choćby członkowie zespołu Rolling Stones, czuli się związani z bluesowymi, muzycznie przecież ubogimi, korzeniami ich twórczości i doskonale wiedzieli, że siłą rocka nie jest wyrafinowanie, ale energia, emocje, prawda, spontaniczność i bezpretensjonalność."


Przeczytaj resztę--->Pink Floyd. The Dark Side Of The Moon” - długie lata ściemy" na newsweek.pl

wtorek, 9 kwietnia 2013

Na niby

Zasługi Radka Majdana dla naszego kraju są liczne i niedoceniane. Zostawiając za sobą karierę piłkarską i małżeństwo z Dodą, Radek chyba postanowił skoncentrować się na tym, co mu wychodzi najlepiej: zapewnianiu średniej statystycznej lolkontentu najwyższej klasy!

Stąd i moje Opus Magnum Radoslavus na łamach Piany. Bo jeśli jeszcze nie wiecie, RADEK MAJDAN GRA ROCK'N'ROLLA. Kiedy pisałam ten artykuł nie było jeszcze oficjalnego klipu do piosenki "Na Niby" zespołu The Trash, i dobrze, bo pewnie oglądałabym go w kółko całą dobę i artykuł nigdy by nie powstał. Ale klip już jest, i jest epicki. Epicki. Są laseczki, są błyskate światełka, są dragi, jest przemoc wobec kobiet, jest też trochę całujących się kobiet, generalnie wszystko co potrzeba do dobrego rock'n'rolla. A, no i przystojni mężczyźni grający na groźnie i profesjonalnie wyglądających instrumentach. Pierwszy raz od czasu 'N Sync nie jestem w stanie zdecydować, z którym z muzyków najbardziej bym się chciała, ekhm, trzymać za rękę. Cyrk na kółkach.



Zachęcam zatem do przeczytania "10 powodów, dla których Radek Majdan jest idealną gwiazdą rocka" (oraz docenienia ślicznego rysunku Oli Szmidy) na pianamagazine.com

Na firmamencie polskiego rocka wschodzi właśnie nowa gwiazda – zespół The Trash. Nikogo by to pewnie nie interesowało (istnieją już parę lat i dotąd nie zainteresowało), gdyby nie to, że od niedawna gitarzystą kapeli jest nikt inny, jak Radek Majdan, znany szerszej publiczności z zamierzchłej kariery piłkarskiej, powiedzenia k***a na antenie Canal+, bycia celebrytą klasy B i zastanawiającego nalegania na długie włosy mimo postępującego łysienia.

Całe to zamieszanie nie obchodziłoby mnie ani trochę, gdyby nie to, że The Trash są istną kopalnią – albo raczej wysypiskiem – rock’n'rollowych stereotypów. Wszystko, od nazwy, przez image muzyków, po singiel Na Niby POCHODZI W 100% Z ODZYSKU (tzw. fenomen zespołu ekologicznego). Jest stadionowy refren, jest solówka naskalna, są tatuaże, dzikie fryzury, alkohol leje się strumieniami. No istny cyrk na kółkach no.

Jedyna notka biograficzna, jaką znalazłam, sugeruje, że zespół jest dla beki, że świadomie wykorzystuje klisze, że chodzi tylko o dobrą zabawę, a nie o parcie na szkła i portfele i tak dalej. Na pewno muzycy są świadomi wszystkich oklepanych chwytów, jakich używają – to nie przypadkowi kumple poznani przez ogłoszenie, tylko doświadczeni artyści, mający w dorobku współpracę z najjaśniejszymi gwiazdami polskiego rocka, jakkolwiek słabo to brzmi. Ale wszystko to trąci trochę taką sytuacją, gdy wkładasz na imprezę ten ciekawy sweter w geometryczne wzory, który kupiłeś w lumpie, wszyscy się z ciebie śmieją, więc mówisz, że nosisz go ironicznie, po czym idziesz do domu płakać. Zespół The Trash jest za mało śmieszny, by zostać uznanym za pastisz, i zbyt nieumyślnie śmieszny, by traktować go poważnie.

Klip, a właściwie pokaz slajdów z sesji zdjęciowej w jakimś modnym warszawskim klubie, jest tak zły, że aż dobry. Nazywam takie fenomeny kulturowe rzeźbami z gówna. Że gówno, to kwestia w dużej mierze subiektywna, ale moim celem tutaj jest pokazanie ci, drogi czytelniku, dlaczego jest to rzeźba. Dopracowana, przemyślana i idealnie stargetowana pod Statystycznego Polaka. Bo kto nie kocha gwiazd rocka: umęczonych geniuszy, pijaków, rozpustników, marzycieli, wariatów, buntowników? I kto lepiej nadaje się do roli Naczelnej Gwiazdy Rocka Rzeczypospolitej niż Radek Majdan, facet znany z burzliwych romansów, chodzenia na przyjęcia, przeklinania i obrażania policjantów?



Przeczytaj resztę-->"10 powodów, dla których Radek Majdan jest idealną gwiazdą rocka" na pianamagazine.com