piątek, 4 lipca 2014

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Staszek Wróbel opowiada mi o swoich 10 ulubionych płytach roku

Styczeń. Ta okropna czarna dziura między Nowym Rokiem a wiosną. Ten straszny czas, kiedy ogarnięcie życiowe zasypia i budzą się demony pod postacią wirusów, sesji i zwątpienia w sens rock'n'rolla.

Na szczęscie mamy Staszka Wróbla i jego 10 ulubionych płyt ubiegłego roku! Staszek gra w połowie twoich ulubionych polskich kapel (w tej połowie w której nie ma Kuby Ziołka, ale musiałabym to potwierdzić), zna się na nucie jak nikt, ma też fenomenalny gust jeśli chodzi o koszule, jest jedyną osobą którą znam która w ogóle zbliża się do mojego poziomu obsesji na punkcie Secret Machines, a, i WYMYŚLIŁ SOBIE OSTATNIO ZESPÓŁ I TEN ZESPÓŁ NAZYWA SIĘ BULBWIRES I JEST NIESAMOWITY.



Nasza rozmowa zawiera fragmenty, ekhm, "nieoficjalnie", które jednak możecie teraz przeczytać, bo są nawet śmieszne. Oto lista Staszka:

1. Fuzz - Fuzz

2. Floating Coffin - Thee Oh Sees

3. Specter At The Feast - BRMC

4. Trouble Will Find Me - The National

5. ...Like Clockwork - QOTSA

6. Abra Kadavar - Kadavar

7. Whales and Leeches - Red Fang

8. BE - Beady Eye

9. Aftershock - Motorhead

10. Don't Forget Who You Are - Miles Kane

Proszę się przedstawić naszym drogim czytelnikom.


Dobry wieczór. Nazywam się Staszek Wróbel i obecnie gram jako basista i wokalista w zespole Bulbwires, jako basista w zespołach Nosowska oraz Wilki, i jako perkusista w zespole Paula i Karol.


Fantastycznie! Przejdźmy do punktu pierwszego obrad, Fuzz. To była pierwsza płyta o której pomyślałeś, więc musisz ją darzyć dużą sympatią.



Tak, choć odkryłem ją bardzo niedawno. Ale jest tam wszystko, co lubię: oderwanie od rzeczywistości, brzmienie, emocje, prostota. I ta nazwa. I wszechstronność kolegi Segalla.


Czy Fuzz to twoje ulubione wcielenie Segalla?


Obecnie tak.


Punkt drugi. Thee Oh Sees i Floating Coffin. Ta płyta była też na liście Kamila, to potwierdza moje podejrzenia, że The Oh Sees to taki trochę zespół dla muzyków. Zgodziłbyś się?



Byłem na ich koncercie i nie widziałem, żeby ostatnio jakiś inny zespół tak wprawiał publiczność w ruch. Dosłownie cały koncert. Raczej obstawiałbym to, że otaczasz się ludźmi o dobrych gustach muzycznych.


Prawda, koncerty mają długie i cały czas na tym samym porytym poziomie. Co ci się podoba w Floating Coffin?


Lubię odrealnienie, w które mnie wprowadza zabiegami brzmieniowymi i melodiami. Dwyer zawsze pisze kurewsko dobre melodie. Musiał chyba studiować (tfu!)The Beatles. Patrz taki "Maze Fancier" - słychać stare Pogodno, a wiadomo że Pogodno rżnęło Bitelsów (tfu!)


Nie wiem, staram się nie słuchać.


A myślisz, że ja tak pluję, bo lubię?


A teraz jeden z twoich ulubionych zespołów, Black Rebel Motorcycle Club. To chyba fajne uczucie słuchać entej płyty zespołu który się strasznie lubi i stwierdzić: "ciągle to mają".


BRMC faktycznie bardzo lubię od dawna. I więcej, oni mimo bardzo trudnego momentu, jakim była zmiana Jago/Shapiro, nagrali bardzo dobre dwa albumy i obronili "duszę w rokenrolu". Specter At The Feast to w całości dobry album według mnie.


Przejdźmy do The National i mojej ulubionej płyty na twojej liście. Wychodzi na to, że czasami też słuchasz dołerskiej nuty.


Czasami?


Większość płyt na tej liście jest taka dość, no, agresywna. Ok, dla mnie Beady Eye jest agresywne, ale z innych powodów.



No, The National z albumem Trouble Will Find Me to akurat taki balsam dla mnie. Ostatnio słucham tego albumu podczas pokoncertowych powrotów, i ona działa lepiej niż paracetamol czy inne te na kaca preparaty.

Beady Eye to ja się w ogóle cieszę, że jest, bo ja zawsze miałem jakiś sentyment do Liama. Wkurwiał mnie Noel w tym Oasis, i teraz mam tego samego buca, rockstara z własnym bandem i tyle. W sensie, że Liama z własnym bandem.


Ok, jak już się zdecydowałeś iść w tą stronę: nie byłam fizycznie w stanie przesłuchać więcej niż trzech pierwszych kawałków. Koty się zleciały, usłyszały okropne jęki, myślały, że ktoś mnie atakuje. Musiałam przełączyć na The Stooges, tylko to je uspokaja.


(mówimy na raz)…I kawałek "Second Bite Of The Apple" mnie wystarcza. "The world is up, if you're tough enough!"


Nie puszczę tego teraz, Duduś tu wpadnie z nożem.


Dobre koty. Ja się zgadzam, że tam na BE jest tylko kilka numerów fajnych. Zostawmy już Liama.


Może porozmawiajmy o QOTSA, nie chciałbyś mieć wroga w Dudusiu.



Wart czekania album, który odkrywa nowe detale z każdym kolejnym odsłuchaniem. I ja taką robotę uwielbiam. Bo jak wyszło, to się przesłuchało raz, była fascynacja, a teraz człowiek posłuchał po przerwie znowu i "O, w dupę! Tego wcześniej nie słyszałem! Mniam!". Rozumiesz?


Najlepiej! Nie rozumiem natomiast Kavadar. Zapuściłam, myślę sobie "jezu jaki szmelc". Słuchałam cały wieczór na ripicie. O CO CHODZI?


Ja też ich na co dzień nie rozumiem jak mówią po niemiecku, ale jak grają, to mi się podoba, więc też miałem z nimi "na ripicie".


Twój ulubiony, ekhm, "kawałek" z płyty Abra Kadavar?


"Come Back Life"



DLACZEGO TEN?


Bo nie znam się na muzyce. Albo jestem mało ambitny. (zastanawiam się, czy ja podołam? to jest strasznie trudne - pisanie o dźwiękach. Podziwiam dziennikarzy muzycznych (sic!)


(właśnie użyłeś "sic!", jesteś mądrzejszy niż 3/4 dziennikarzy muzycznych!)


Czekaj, wiem czemu. A nie, jednak zapomniałem. Przejdźmy do Red Fang.


Właśnie, dziękuję za przypomnienie o Red Fang! Zapomniałam o nich, a okazuje się, że fantastycznie się ich słucha w gorączce. Pojawiają się różne epickie scenariusze w głowie.


To prawda. A w ich wideoklipach również widać tę epickość.


Polecasz któryś konkretny?


Polecam "Prehistoric Dog", "Wires", "Hank Is Dead", "Blood Like Cream". Ten ostatni jest z ostatniej płyty właśnie. Ostatnio widziałem Red Fang u Lettermana i skopali mi ryj. Polecam. Staszek Wróbel.



Czas na Aftershock. Nic tej płycie nie brakuje, no nic.


Dokładnie! Cieszą Ziemię takie Dziady!


Dają nadzieję, nie? Tyle solówek naskalnych!


Solówki naskalne wracają w wielkim stylu. Wiem, co mówię. Nadzieję to dają lekarze Lemmy'ego.



Ostatni punkt obrad, Miles Kane, człowiek, który myśli, że jest synem Liama Gallaghera. A płyta jest zaskakująco przyjemniutka.


O, no właśnie. To było zaskoczenie dla mnie. Miles Kane wdarł się do mej głowy przez rozgrywki piłkarskie w wersji elektronicznej. Dla niewtajemniczonych: utwór Don't Forget Who You Are jest w soundtracku do gry FIFA na plejstejszyn.


Wdarł się i został.


Dobry wyspiarski pop i 60'sy wplatane w brzmienie. Teraz tak wszyscy, wiem. Ale smaczne bardzo.





---> FACEBOOK.COM/BULBWIRESBAND

środa, 8 stycznia 2014

Kamil Kozłowski (Dead Snow Monster) opowiada mi o swoich 10 ulubionych płytach roku

Uwielbiam rozmawiać z muzykami. Każda wymówka jest dobra, więc tym razem poprosiłam Kamila z Dead Snow Monster, żeby powiedział mi, jakie ciekawe płyty wyszły w roku 2013.


Kamil jest frontmanem jednego z moich ulubionych polskich zespołów, przemiłym człowiekiem o wielu głosach, miłośnikiem sztuczek magicznych i wielokropków. Złapałam Kamila w okresie świątecznym na fejsbuku, co okazało się totalnie świetnym pomysłem, ponieważ miał na głowie rodzinę a ja internet tak beznadziejny że nawet nie umiem znaleźć na to metafory. Ale jednak udało nam się odbyć długą i ciekawą rozmowę, zatem zapraszam do lektury.


Oto lista Kamila, w kolejności przypadkowej.

1. Little Giant (EP) - Magnificent Muttley

2. AM - Arctic Monkeys

3. Floating Coffin - Thee Oh Sees

4. Overgrown - James Blake

5. Shaking The Habitual - The Knife

6. II - Unknown Mortal Orchestra

7. Sleeper - Ty Segall

8. Motörcycle Rock And Roll - Kaseciarz

9. MGMT - MGMT

10. Matangi - M.I.A.



Dobry wieczór, jesteśmy już na antenie, proszę się przedstawić słuchaczom.


Witam wszystkich słuchaczy, tu Kamil Kozłowski z Dead Snow Monster.


A więc lecimy z tym koksem. Pierwsza płyta na twojej liście - Magnificent Muttley i Little Giant.


O dziwo coraz bardziej podoba mi się muzyka z Polski... Albo jest lepiej z muzą. Albo ze mną.



Jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że ta płyta brzmi trochę jak Dead Snow Monster, tylko lepiej. Znacie się i lubicie z panami z MM?


Jak słucham numeru Weapon Of Choice to jestem wkurzony, że to nie mój utwór i jednocześnie daje mi niezłego kopa do działania, spotkaliśmy się kiedyś po naszym koncercie w Warszawie, fajni goście, jak posłuchałem muzyki to spadły mi kapcie.


To chyba dobry układ, że jesteście do siebie na tyle muzycznie podobni żeby się motywować do działania, a jednocześnie na tyle geograficznie daleko żeby się regularnie nie wdawać w bójki.


Nie widziałem jeszcze na żywo, ale wszyscy mocno chwalą. To jest tak, że u nich teraz bardzo dużo się dzieje, bardzo im kibicuję... Wiem też, że niedługo u nas będzie się bardzo dużo dziać... Na razie z przyjemnością obserwuje się poczynania i sukcesy MM.


Opowiedz mi teraz co ci się podoba w nowej płycie Arctic Monkeys. Poza ewidentnie bardzo fajną okładką.



Drugie wokale, chórki! Okładką specjalnie się nie zachwycam. Ustalmy jedno, to nie jest tak, że klękam na kolana słuchając tej płyty, ostatnio jechaliśmy z DSM do Pragi na koncert i sobie słuchaliśmy AM. Bardzo fajnie się jechało i słuchało tego.


Przejdźmy do Floating Coffin. Zasmuciła cię wieść o przerwie w działalności Thee Oh Sees?


Tak się zastanawiam, czy mnie to smuci. Trochę tak, ostatnio czerpałem z nich inspirację do swoich kawałków. Ostatnia płyta jest dobra.


Materiału mają tyle, że możesz jeszcze wiele lat czerpać inspirację. Ulubiony kawałek z płyty?


Szczerze mówiąc jest wiele jeszcze do przesłuchania, a myślę że będą pojawiać się inne projekty z muzykami Thee Oh Sees. Toe Cutter – Thumb Buster. Świetny riff i doskonały teledysk.



Czas na Jamesa Blake'a. Jak ci się udało tą płytę nie tylko przesłuchać do końca, ale aż polubić? Zasnęłam trochę gdzieś po 3. kawałku.


:) Kiedy wpisywałem go na listę już żałowałem, że to zrobiłem. Wiedziałem, że ciężko będzie się wytłumaczyć...


I wymyśliłeś coś?


Myślę, że to przez sentyment, miałem płytę w samochodzie i jakoś tak się do mnie przywiązał. Masz na pewno tak, że płyty których słuchałaś kojarzą ci się z pewnymi chwilami. Ja tak właśnie z nim mam. Zresztą na koncercie wypada rewelacyjnie, ma dobre teledyski.


Ok przejdźmy do kolejnej rzeczy której nie rozumiem na świecie, The Knife i Shaking The Habitual.


Jestem wielkim fanem!


Podpuszczam cię, wiesz, że uwielbiam The Knife.


Uff… Są świetni uwielbiam ich oryginalność, melodie, tajemniczy klimat. Mi kojarzą się z Muminkami. Ten klimat. To właśnie trochę ten klimat, strasznie lubię tę bajkę.


Żartowałam, totalnie się boję The Knife. Też mi się kojarzą z Muminkami, ale tylko z tymi momentami kiedy przychodziła Buka.



Tak!!!


Chowałam się wtedy za kanapą.


Ale wyglądałaś co chwilę żeby zobaczyć co się dzieje?


Nie, trzymałam się za kolana i kiwałam się do przodu to tyłu do przodu do tyłu.


:) Ja wyglądałem zza kanapy.


Ty buntowniku ty. Opowiedz mi teraz czy warto posłuchać nowej płyty Unknown Mortal Orchestra, bo jeszcze się nie zdecydowałam.


Warto z paru powodów:

1. jest słabo nagrana (lubimy to!)

2. dobre melodie

3. fajne wokale i gitary


Słaba jakość nagrania ZAWSZE. Coś jeszcze?


4. beatlesowskie przejścia perkusyjne

5. taki lekki klimat, słońce i kwiatki

Czasem lubimy się bać przy The Knife, a czasem cieszyć przy UMO.


Ty Segall i Sleeper też raczej w klimacie chillu, słońca i kwiatków.



Tak, chociaż w tekstach nie jest zawsze tak kolorowo... Płyta nie powala tak jak poprzednia Twins. Ale przyjemnie się słucha, akustyczne folkowe brzmienia.


Czas na moment, w którym mówisz jak bardzo uwielbiasz Kaseciarza i jak mocno żałujesz, że nie mieszkasz w Krakowie.



To prawda! Uwielbiam Kraków! Świetnie się u Was gra, mamy zawsze dobre przyjęcie, macie szalonych kierowców który chcą nas potrącić na każdym przejściu. I uwielbiam nową kasetę i od niedawna też płytę Kaseciarza. Zrobili wielki skok od ostatniego wydawnictwa. Wysoki poziom, przebojowe kawałki. Naprawdę dobrze się tego słucha. Fajnie poszli do przodu, dobrą drogą... Nadal wiadomo że to Kaseciarz, ale taki inny lepszy. Maja parę nowych rozwiązań.


Dobra teraz chyba będzie najgorzej, bo musisz mi wytłumaczyć co ci się podoba w nowej płycie MGMT.


Możemy od razu przejść do M.I.A. :)


Czy chcesz wyciąć MGMT z listy i zastąpić to czymś innym?


Nie! Lubię to co robią, wiadomo, że to nie taki sam kopniak jak na początku... Ale lubię sobie czasem posłuchać takiego brzmienia, kiedy mam już za dużo gitar w uszach. Strasznie lubię 2-minutowego singla... I wersję koncertową tej piosenki graną u Lettermana.



U mnie to jest raczej tak, że zakochałam się w konkretnej płycie, w nie w MGMT ogólnie.


Nowa płyta jest dobra, trzeba kilkakrotnie przesłuchać i wchodzi. A później wracasz do niej... Miałem tak z niejedną płytą.


Została nam ostatnia pozycja na liście, M.I.A.


To jest taki pop tylko sprzedany w sposób alternatywny. (nie mogę się skupić cały czas ktoś tu chodzi) Słucham sobie tego kiedy piję kawę i potrzebuję jakiegoś podkładu... To nie jest tak że ta płyta dla mnie jakoś wiele znaczy... Ale jest kolorowa. Różnorodna, czerpie z rejonów które nie są jeszcze bardzo wyeksploatowane. To dobre produkcje, jest ciekawa. Słucham dużo starej muzy i czasem mam ochotę odpocząć. Rzadko ale jak już to MIA jest dobra. (mam ochotę zabić moją rodzinę).


(Tylko nie zabijaj tego większego brata, jest nam potrzebny).


(Zanotowane: ten większy zostaje).


(dzięki) Ok., ostatnie pytanie stricte o twoje ulubione płyty. Czy jeszcze chciałbyś coś do tej listy dodać, tak spontanicznie?


Nie słuchałem jeszcze nowego Wild Books, mieli premierę parę dni temu, ale jestem przekonany, że będzie świetna. Płyta, a właściwie na razie kaseta. Słyszałem na razie kawałek "Oranges & Lemons" i jest rewelacyjny.


Przechodzimy do TWOJEGO ZESPOŁU, Dead Snow Monster.


Hurra!



Słyszałam jakieś plotki, że będziecie mieli w nadchodzącym 2014 roku aż DWA wydawnictwa?


W połowie lutego wydajemy epkę, cztery nowe numery. Jesteśmy w trakcie nagrywania. Jesteśmy strasznie zajarani, wyjdzie trochę rzeczy których teraz na okrągło słuchamy.


Na przykład?


Będzie bardzo rokendrolowo, mniej przesterów. Starzy Stonesi, pierwsza płyta The Stooges, pomieszane ze wszystkim czego teraz słuchamy. Na epce rozumiem pojawią się nowości, które już wychylały głowy na ostatnich koncertach. Gramy jeden numer na koncertach, trzy to zupełne świeżynki. Na żywo będzie można posłuchać pod koniec lutego.



Epka ma już nazwę? I czy twoja gitara pseudoakustyczna będzie miała w niej większy udział?


Nie ma, okładkę i nazwę wymyślamy zawsze na końcu. Jakoś tak to działa u nas. Nie, ale mamy trochę fajnego starego sprzętu.


Traska po epce będzie mocarna ponoć? Jak zresztą wszystko co robicie.


Na jesień będzie płyta... Ale to jeszcze odległy temat.. Na razie jesteśmy bardzo podekscytowani epką, trochę poukładało nam się w głowach od debiutu, ale w takim dobrym sensie. Mamy coraz więcej rozwiązań i przez to więcej zabawy. Jeżeli chodzi o koncerty, to będzie dużo, nasza agencja pracuje dniami i nocami, bookuje najlepsze miejsca w kraju i poza.




---> DEAD SNOW MONSTER na bandcampie



*Zdjęcia Dead Snow Monster autorstwa Klaudii Krowickiej.

niedziela, 5 stycznia 2014

Benjamin Curtis 1978-2013

"And at the end of the day, music is really just more shit in the atmosphere, so if you're going to make more shit, you should make it wisely."




29. grudnia odszedł od nas Benjamin Curtis, genialny multiinstrumentalista, producent, gitarzysta School of Seven Bells i 3 innych kapel o których świat nie zapomniał. Przede wszystkim muzyk, bez którego nie powstałyby cztery fenomenalne płyty Secret Machines.



Nie chciałabym lecieć patosem, ale Curtis to jedna z takich postaci w muzyce, która była dla mnie niezwykle, niezwykle ważna. Więc teraz, zamiast pisać smęty, chciałabym żebyśmy po prostu posłuchali.



















zdjęcie pochodzi wywiadu na gildemagazine.com, polecam lekturę.

czwartek, 2 stycznia 2014

Pekay i "Haters Generation", czyli jak pokazać światu wielkiego FAKA (jednocześnie drugą ręką wydzwaniając po tatę żeby cię odebrał ze szkoły)

Ludzie którzy chcą za wszelką cenę zaistnieć w branży mimo oczywistego braku talentu: któż ich ogarnie! Moim ulubionym takim człowiekiem (pracuję nad ogólnym terminem na nich) jest obecnie Pekay. Chciałabym jednocześnie podkreślić, że Radek Majdan NIE NALEŻY do tej grupy osób: Radka Majdana kocham miłością szczerą i wieczną, koniec kropka.


Aaaanyways. Jeśli mieszkacie pod kamieniem zrobionym z pracy, rodziny, kultury i innych normalnych rzeczy, Pekay to Piotr Kukulski: brat sławnej siostry, wielbiciel znanych raperów, wieżowców i dresów Adidasa. Pekay cierpi na taką przykrą przypadłość, że bardzo chce, żeby ludzie go lubili, jednocześnie będąc, może to porównanie trochę na wyrost: będąc dla wielu symbolem wszystkiego co jest złe i zepsute w naszym społeczeństwie.


Ustalmy sobie to jasno: świat nie potrzebuje więcej ludzi którzy myślą, że mają talent. Sprawa jest skomplikowana i wielowątkowa, więc zrobiłam wam dwie pomocne listy:


Lista ludzi, którzy zdecydowanie są światu potrzebni

- lekarze

- nauczyciele

- twoi przyjaciele

- aktywiści polityczni

- Marnie Stern

- inżynierowie

- śmieciarze

- naukowcy

- babcie


A teraz lista ludzi, bez których świat mógłby się obyć

- chłopak który się nad tobą znęcał w szkole

- panie z dziekanatu

- terroryści

- osoba która wymyśliła Sosnowiec

- absolwenci politologii

- ludzie, którzy nie zatrzymują się przed przejściem dla pieszych

- bogaci biali chłopcy którzy myślą, że są biednymi czarnymi chłopcami



Nie zawracałabym sobie dupy pisaniem o takich głupotach gdyby nie ten śmiechowy teledysk do Haters Generation, w którym Pekay hejtuje hejterów. JAK BARDZO ŚMIECHOWY? Tak bardzo, że zrobiłam listę wszystkich rzeczy, które są w nim śmiechowe!

1. Chmurki z dialogami

2. Użalanie się nad sobą przebrane za autoironię

3. Ten wymyślony język. Stworzyć język od podstaw to rzecz praktycznie niemożliwa i wymagająca ogromnej wiedzy. Nie rozumiem języka Pekaya ale brzmi totalnie śmiechowo.

4. Taniec. Pekay tańczy jak szalony szaleniec po prochach na szaleństwo. Śmiechowe.

5. Uprowadzenie pieska w 1:39

6. Myśl, że Pekey pewnie sam montował ten klip w domu na tym macu co go rzucił na podłogę w pierwszej scenie

7. W 2:24 są jakby małe wybuchy. Petardy czy fajerwerki czy coś. Jak dla mnie ekplozje zawsze spoko, nawet jeśli są symboliczne.

8. Kreskówkowa chmurka z napisem "BOOM"

9. Niezamierzone błędy językowe

10. Pekay tańczący w windzie. Od teraz zawsze kiedy będę jechać windą będę robić taki taniec.

Jeśli jeszcze nie macie dość list, to mam ostatnią. Nazwałam ją:


LISTA RZECZY KTÓRE NIGDY NIE BYŁY, NIE SĄ I NIE BĘDĄ ŚMIESZNE.

rzucanie drogim komputerem

jazda autem bez trzymania kierownicy

uprzedmiatawianie kobiet

przebieranie się za księdza żeby prosty lud szoknął

gloryfikowanie terroryzmu

"How to Feel Confident Sharing Your Creative Work In Public" na lifehacker.com

Jak każdy, kto kiedyś prawie zemdlał na akademii szkolnej wie, robienie sztuki przed ludźmi jest CIĘŻKIE. Ja dość wcześnie zrozumiałam gdzie jest moje miejsce a gdzie nie, na pewno, nigdy nope ever nie jest; tym z was, którzy jednak czują ten przygniatający impuls geniuszu i chcą się tym ze światem podzielić a nie do końca wiedzą jak polecam ten przydatny artykuł na lifehacker.com. Leanne Regalla krok po kroku tłumaczy, jak wziąć coś, co stworzyłeś, pokazać to światu i nie umrzeć z zażenowania.

Have you ever been told, "Just do it!" or "You need to be more confident!" or "Show more attitude?" That advice probably didn't help much, did it? That's because it doesn't get to the root of the problem.


Lack of confidence comes from feeling—or actually being—unprepared in new situation. Think about it. In any job you learn or skill you master, the more experience you get, the more confident you feel going into it. You may never really like it, but you know you can handle it.


The more you can anticipate, prepare, and rehearse a successful outcome (whatever that means for you), the more confident you will feel going in.



---> "How to Feel Confident Sharing Your Creative Work In Public" na lifehacker.com

* Jeśli nie posługujesz się płynnie językiem language, polecam Google Dictionary. Zmieni twoje życie. Obiecuję.

środa, 18 grudnia 2013

"Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl





Czasami zdarza się taka sytuacja, że ludzie z którymi dzielimy obywatelstwo i ogólnie pojęte dziedzictwo kulturowe osiągają coś na Mitycznym Zachodzie i wtedy strasznie się dziwimy. A potem cieszymy, gdyż to niewątpliwie świadczy o wyższości, albo przynajmniej niegorszości Polaków nad/pod innymi narodami. A czucie się ważnym i docenianym na świecie jest jak wiadomo bardzo, bardzo miłe.

Tak więc cieszmy się bardzo fajnym artykułem na culture.pl, doceńmy piękną sztukę Rosława Szaybo, obejrzyjmy galerię okładek płyt i starajmy się nie zemdleć z zażenowania że do tej pory nie wiedzieliśmy skąd się wzięła okładka debiutu Clashów.

W przeciwieństwie do Zagórskiego, Rosław Szaybo jest powszechnie znanym w kraju artystą. Ale czy przeciętny miłośnik sztuk plastycznych kojarzy jego dorobek z projektami okładek płyt? Niektórzy z pewnością pamiętają, że jego prace zapoczątkowały słynną serię płytową Polish Jazz, która zdobyła renomę również poza granicami naszego kraju. Fani muzyki heavy metalowej jak ikonę czczą okładkę do albumu "British Steel" formacji Judas Priest. Mało kto jednak wie, że Szaybo jest autorem obwoluty debiutanckiego albumu The Clash.


---> Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl

Jak pozbyć się reklam na Spotify*







*za cenę tylko lekko irytujących fakapów z pulpitem!

---> How to Automatically Mute Ads on Spotify na lifehacker.com