Shoshanę możecie pamiętać z fenomenalnych zeszłorocznych koncertów, albo, jeszcze wcześniej, z 3 koncertów Caruselli, wcześniejszego projektu Tamar Aphek (dobra wiadomość dla fanów Caruselli - część starego materiału pojawia się na koncertach Shoshany). Teraz, wspólnie z perkusistą Jonathanem Harpakiem tworzy duet Shoshana, nieodbiegający stylistycznie od Caruselli, za to trochę bardziej piosenkowy i, ekhm, klasycznierockowy. Bardzo, bardzo polecam Shoshanę na żywo, jestem nawet skłonna zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś pójdzie na jeden z dwóch koncertów tylko i wyłącznie z mojego polecenia i nie będzie zadowolony, oddam kaskę. Albo jakiś sensowny ekwiwalent kaski.
Listy najlepszych płyt minionego roku są jak dyplomy ukończenia studiów magisterskich: każdy ma, nikogo to nie obchodzi.
Patrzysz na taką listę i od razu myśli dzielą się na dwie kategorie:
1. "Nie znoszę tego artysty, jak mogli go wybrać, a pominąć fantastyczne wydawnictwo [tu wstaw nazwę zespołu]!"
2. "Chryste nie wiem kim są ci ludzie, nie jestem wystarczająco dobry żeby uczestniczyć w dyskursie popkultury, może powinienem się poddać i zacząć słuchać RMFu"
Z drugiej strony jednak była w roku 2012 garstka płyt, która mnie wzruszyła, i zakładam optymistycznie, że jeśli to czytasz, może cię ciekawić jakie to były płyty. Oto one.
Perfume Genius - "Put Your Back N 2 It"
Z zasady, smutni chłopcy z gitarami/pianinami to dla mnie koncepcja nudna, niebezpieczna i patetyczna. Ale Perfume Genius ma to "coś", od tego się logika odbija.
Japandroids - Celebration Rock
W przeciwnym narożniku mamy Kanadyjczyków z Japandroids, którzy należą dla mnie do wąskiej kategorii zespołów, które mogłyby wsadzić zużytą chusteczkę do pudełka, wydać to jako płytę, a ja i tak byłabym zadowolona. Dlatego, że a) na żywo jest ogień, serio b) jest to jeden z niewielu zespołów które wykorzystują wszystkie rock'n'rollowe klisze znane ludzkości nie będąc jednocześnie Bon Jovi. Dodatkowym bonusem jest fakt, że na płycie pojawiają się odgłosy fajerwerków. DWA RAZY.
Maserati - "VII"
Odkryłam ten zespół niedawno, a już jest jednym z poważnych konkurentów do zaszczytnego tytułu Mojego Ulubionego Zespołu, odkąd to The Secret Machines postanowiło nie bawić się już w wydawanie epickich płyt. Wszystkie 153 płyty Maserati są spoko, zwłaszcza jeśli lubi się współczesne krautrocki, ja szczególnie lubię "Pyramid of The Sun".
Pond - "Beard, Wives, Denim"
W Perth w Australii dodają jakieś spoko dragi do wody, o czym może świadczyć też nowa Tame Impala - też niezła płyta, ale nie ma na niej "You Broke My Cool". Większość płyt, na których nie ma tej piosenki, jest słaba.
Cloud Nothings - "Attack on Memory"
Porządne brudne granie ze znakiem jakości Albiniego. Czego można chcieć więcej. Tak, słyszę te fałsze i tak, podobają mi się.
Shoshana - "Youth Tax"
Najfajniejsze zespoły często znajdujemy w mało oczywistych miejscach (np. w Bydgoszczy jest parę) - Shoshana to duet pochodzący z Tel Avivu, odwiedził nasz kraj w zeszłym roku i z tego co wiem w tym też planuje. Shoshana to jeden z tych fantastycznych zespołów które mają gdzieś, co się dzieje we współczesnej muzyce, i nieźle na tym wychodzą.
A Place to Bury Strangers - "Worship"
APTBS wielkim zespołem jest, koniec tematu.
Szacunek też dla trzech rodzimych wydawnictw, które w zeszłym roku wspieraliśmy. Bad Light District, Stardust Memories i Dead Snow Monster - świetna robota, czekam na więcej!
Jeśli przegapiliście dwa polskie koncerty izraelskiego duetu Shoshana (ex-Carusella i Useless ID), ominęła was zdrowa porcja dobrego rock'n'rolla.
Shoshana właśnie wydała debiutancką EPkę "Youth Tax", która jest po prostu zbyt dobra, żeby jej nie posłuchać, więc posłuchajcie jej na soundcloud.com/shoshana-band
A ponieważ z najnowszych badań naukowych wynika, że ludzie najbardziej ufają płytowym poleceniom ze strony kotów, tu macie zdjęcie kota, który zdecydowanie poleca płytę Shoshany: