środa, 13 lutego 2013

The Kitten Covers


PEWNIE KOJARZYCIE PRACE ALFRY MARTINI - twórczyni fantastycznego tumblera The Kitten Covers. Alfra gra w zespole, prowadzi wytwórnię, ale, co najważniejsze, rewolucjonizuje internety połączeniem kotków i muzyki. Aby dowiedzieć się więcej o The Kitten Covers przeczytaj wywiad z Humor in America.


David B. Olsen: A common observation that seems to frame discussions of your work is that these images were kind of inevitable. Like it’s almost weird that it has taken us so long as a culture to add kittens to famous album covers. My favorite assessment of your work comes from a short piece in New York Magazine online: “It’s a new blog in which the subjects of iconic album covers are replaced with kittens. So, basically, that’s a wrap, Internet!” What combination of cosmic forces did it take, therefore, for The Kitten Covers to come about through you?


Martini: It’s funny that for some, The Kitten Covers seem to signify the end to the internet. As if to say, all our advances in information sharing have culminated into this final point. Like the punchline to a long drawn out narrative, our ambitions for advanced global communication have produced this ultimate monstrous phenomenon: Rock n Roll Kittens!! It’s like a kittenized Planet of the Apes moment where Charlton Heston freaks out realizing human technological progress has led to it’s destruction: “We finally really did it. You maniacs! You blew it up! Ah, damn you! God damn you all to hell!” Hahaha. Kittens Rule!


But the truth is anthropomorphism is as old as humanity itself and animal parodies have been used forever. Also, parodying classic album art is nothing new to the internet. Sleeveface, Lego Albums, and Album Tacos had all been around before The Kitten Covers. And though I don’t spend a massive amount of time on the internet, I do run a record label (All Hands Electric) and am a musician myself. Pair that with my love of vinyl records, cover art, and music iconography in general, and throw in a dash of my graphic design interests… I had, of course, been exposed to these viral images in the past so had an idea of this type of humor.


But how The Kitten Covers came to being more specifically: I was staying home from my day job as a vintage poster dealer, recuperating from a cold and feeling a little restless in bed. Lucky for me, I always have something to do for the record label, regardless of whether I can get out of bed or not, and as we are a very independent DIY outfit, I started researching alternative methods for record distribution on my laptop, i.e. checking out stores who might be interested in carrying our stuff. It’s not the most effective thing, but you have to start somewhere, and I wasn’t about to waste my time sneezing all day. Sifting through online catalog after catalog, well, you revisit some iconic album covers and, if you are like me, you get distracted by the graphic decisions and the exaggerated style of rock iconography.


It was then that a vision popped into my head: David Bowie as a kitten. I don’t know how or why. Perhaps it’s because I’m a huge Bowie fan and have an Aladdin Sane tote bag I use and see everyday – or perhaps it was because my little calico cat was sleeping at my feet, as she usually does when I’m in bed – or maybe it was the Theraflu – but it was a very clear image and the thought made me laugh. The die was cast. I had to see it in real life.


Przeczytaj całość---> "The Sound and the Furry: An Interview with Alfra Martini, Creator of The Kitten Covers" na humorinamerica.wordpress.com


Etykieta mailowa, czyli co każdy niezależny muzyk powinien wiedzieć o proszeniu ludzi o różne rzeczy drogą korespondencji elektronicznej

Etykieta mailowania jest dużo bardziej skomplikowana, niż może się wydawać, prawda?


Nieprawda.


Chodzi tak naprawdę o dwie proste rzeczy:

1. Żeby nie wychodzić z założenia, że twój mail jest dla odbiorcy ważny (w 9 na 10 przypadków nie jest: wszyscy jesteśmy zajęci, wszyscy mamy skrzynki pełne spamu, wszystkim nam trzeba różne rzeczy przypominać, nawet te ważne)

2. Jeśli już ktoś się zainteresuje twoją propozycją wspólnego koncertowania, albo będzie chciał napisać o twojej nowej epce, staraj się mu ułatwić pracę.

W każdym razie, Seth Herman ma do powiedzenia na ten temat dużo więcej i zrobi to dużo lepiej niż ja.

"When emailing a band’s management for the first time, you only have a few chances to get our attention. Mess that up, and your email is lost.

Below is a list of common mistakes and pet peeves from years of receiving emails, along with suggestions for ways to improve your communication to people you do not already know. Reading this will increase your chance of the support slot, or the desired response you hope for.

Remember, we are all people, trying hard to share music, just like you.

Dear Musicians,

You have fans who love your music. Please treat them with respect.

1. Your email list is gold. It is the most effective way to connect with your community. - never send out an email to your fan list (or music industry list) with everyone “CCed”. This is a blatant violation of trust, and you do not have the right to include our email address in such an intrusive way. **If you do need to send out a group email without using an email management program, then “BCC” everyone. - never add my email to your email list, because you think I will listen to your music, or consider you for support, unless I have signed up for your list. Instead, you may write me a personal email asking if it is OK to include me on your email list, with a few sentences about why you think I would like to be on it (...)"


Przeczytaj resztę---> "Music Industry Email Etiquette 101 – For/from people who give a damn." na musicthinktank.com

"The Funniest and Meanest Things Bands Have Said About Their Fans" na flavorwire.com

Jeśli masz cokolwiek wspólnego z branżą muzyczną, albo po prostu lubisz rozmawiać z muzykami po koncercie, prawdopodobnie powiedziałeś kiedyś jakiemuś muzykowi coś niemiłego. Prawdopodobnie muzyk przyjął to z szacunkiem, w najgorszym przypadku z olewaniem. Ale nie ci kolesie. Ci są wkurwieni, i nie boją się o tym mówić.


Billy Corgan


“If I read anything from, let’s call it the ‘hardcore fanbase,’ they are stuck in ’93. It’s 17 years [later] and I don’t know what they expect to have happen. It’s sort of beautiful because what they are saying is, ‘You so touched me in that moment, I want more of that.’ But the thing that I find really insulting is there’s a deeper message there which is ‘You’ll never be better.’… Half of those fucking jerkos would have us playing all of Siamese Dream on this tour.”


Adam Duritz


“Gee, did you ever wonder what it’s like to have a website filled with fans who love you and your work and are genuinely decent caring people? Me too.”


Ghostface Killah


“Y’all motherfuckers are still downloading my shit [for free]. I thought y’all motherfuckers loved me… I go all out for y’all, but y’all niggas be hurting the kid, because you don’t want to go and cop our CD. Y’all rather download our shit… which is cool, whatever, but come on, we do this, we spend a lot of time in the studio to come out with no result when we drop our albums and shit. I’m asking y’all to go to the store and buy that.”


Przeczytaj całość---> "The Funniest and Meanest Things Bands Have Said About Their Fans" na flavorwire.com

"Jak organizować koncerty?" na noweidzieodmorza.com

NOWE IDZIE OD MORZA ma ciekawy cykl artykułów na temat starego jak świat pytania "Jak organizować koncerty?"


Ten wywiad z Arkadiuszem Hronowskim, właścicielem sopockiego SPATiFu, jest szczególnie ciekawy. Nie jestem pewna, czy podpisuje się pod wszystkim, co mówi, ale dobrze jest mieć w dyskusji też ogarniętego człowieka, który organizuje koncerty.


"Przyczynkiem do dyskusji jest wpis Arkadiusza Hronowskiego, właściciela sopockiego klubu SPATiF, który zamieścił go na swoim profilu na Facebooku, komentującc rzeczywistość koncertową w Trójmieście, ale także poza nim:


Od 13 lat organizuję koncerty w klubach i przez ten czas jeszcze nigdy nie zaproponowałem żadnej kapeli, żeby zagrała za honorarium uzyskane ze sprzedaży biletów czyli – umówmy się – za darmo. Bo jeśli tak do sprawy podchodzi właściciel klubu, oznacza że kompletnie nie zależy mu na wypromowaniu takiego koncertu, tylko na sprzedaniu jak największej ilości alkoholu. Fakt – sporo kapel grała dla mnie za darmo, ale był ku temu zazwyczaj jakiś powód: premiera płyty, którą im wydałem, urodziny klubu albo koncert charytatywny. Potem jednak „odbili” to sobie, grając za normalne pieniądze. Większość wykonawców zawsze grała u mnie za bardzo przyzwoite stawki, otrzymywali nocleg, bar, wyżywienie i relację z koncertu. Nigdy żadnej kapeli nie wypłaciłem stawki później niż 15 min po wykonie. I niech nikt nie mówi mi, że jak się kręci to mogę płacić. Kręci się bo smaruję. Smaruję, wymieniam części, zawodników i dalej smaruję.


Hronowski zwraca także uwagę na kwestie sponsoringu i współpracy z biznesem:


Jest jeszcze jeden dość istotny fakt, o którym większość nie wie. Otóż tego rodzaju kluby otrzymują całkiem przyzwoite wsparcie od właścicieli marek alkoholowych i tytoniowych. Gdzie te pieniądze w większości idą? Do ich pazernych kieszeni albo w nos. Mój klub w stu procentach przeznacza te pieniądze na wsparcie koncertów, reklamy, wydawnictwo oraz sprzęt sceniczny.


Dochodzi jeszcze kwestia nagłośnienia, a także traktowania zespołów przez właścicieli klubów:


Kolejnym koszmarem jest nagłośnienie w wielu klubach – z odzysku, byle tańsze, a gałkami kręcą przeważnie dyletanci albo narąbani dyletanci. A światła? To już ku*** przesada. Jakie światła, przecież jasno jest? Poza tym one są na prąd. Koncertując z własną kapelą, osobiście doświadczyłem jak właściciel klubu sam kręcił gałkami, było ciemno jak w dupie, a potem w żywe oczy wypłacał nam 360 zł. Na koncercie było ok. 100 os i wyżłopali 200 browarów, za co on dostanie wsparcie od browaru. Bilety były po 15 zł. Rozumiem że muzyk musi koncertować ale do ku*** nę*** zacznijcie bojkotować te knajpy, które Was tak traktują. Frajerzy padną, a rozsądni się obudzą i sytuacja zacznie się zmieniać. To w końcu ich praca a nie przywilej bycia ch**** Waszym kosztem!"


Przeczytaj resztę: "Jak organizować koncerty?" na noweidzieodmorza.com