wtorek, 25 grudnia 2012

Piosenki antyświąteczne

W zeszłym roku mieliśmy milusi zestaw piosenek świątecznych, a tym roku czas na coś niebo bardziej zabawnego. Oto zestaw moich ulubionych piosenek antyświątecznych! (Uwaga: NSFW)


Elmo & Patsy - Grandma Got Run over by a Reindeer Urocza i trochę mroczna przypowieść o zwiększonym w czasie świątecznym ryzyku śmiertelnego potrącenia przez renifera.


The Three Stooges - I Got A Cold For Christmas Jeśli jedyne, co dostałeś pod choinkę to cieknący nos i gorączka, ta piosenka jest dla ciebie.


Spinal Tap - Christmas with The Devil

"There's a demon in my belly

And a gremlin in my brain

There's someone up the chimney hole

And Satan is his name"


Paddy Roberts - Merry Christmas You Suckers Śliczna piosenka o nadużywaniu alkoholu w okresie świątecznym.


Oscar the Grouch - I Hate Christmas Święta z perspektywy zielonego potworka mieszkającego w śmietniku nie wyglądają wesoło.


The Grinch Song Jak już jesteśmy przy zielonych potworkach, nie zapomnijmy o Grinchu!


Eric Idle - Christmas Song Eric Idle mówi na głos to, o czym wszyscy w skrytości serc swych myślimy.


Weird Al Yankovich - Christmas At Ground Zero Jeśli koniec świata przebiegłby zgodnie z planem, Gwiazdka wyglądałaby właśnie tak:


AC/DC - Mistress For Christmas "I want the woman in red at the bottom of my bed!"


Mr Garrison - Merry Fucking Christmas Bóg się rodzi, ty pogańska szujo.


The Killers - I Fell It In My Bones The Killers ewidentnie mają coś do Mikołaja, co widać też w tej piosence.


Blink 182 - Happy Holidays You Bastard Zdecydowanie moja ulubiona piosenka antyświąteczna.

...i ta wersja też nie jest zła

He's going to California

Thamys - "Party @ Ur House"

Moją trzecią ulubioną rzeczą (po kotach i ludziach którzy potrafią robić muzykę) to ludzie którzy myślą, że potrafią robić muzykę. Ale nie o to tutaj chodzi. Warto zauważyć ciekawą rzecz. W klipie Thamys (młodej dziewczyny która ponoć rzuciła szkołę, żeby rozwijać swoją karierę) jest prawie wszystko, co powinno być w popowym teledysku skierowanym do osób w wieku przedgimnazjalnym:

- wyzywające ubrania

- dużo (a jednak za mało) makijażu

- fajna bryka (nie wiem czy fajna, nie znam się, ale duża i czysta)

- młodzi ludzie należący do mniejszościowej grupy etnicznej (poprawność polityczna przede wszystkim)

- impreza, będąca przykładem tego, że bez alkoholu też można się bawić

- gitara, dająca pozory wiarogodności artysty

- ćwieki, ekologiczne skóry, obcasy, i inne elementy ubioru przemawiające do fanów w wieku przedgimnazjalnym

- ogólnie dużo błyszczących rzeczy

- element napięcia seksualnego pomiędzy parą młodych ludzi, przejawiający się w trzysekundowym ujęciu artystki tańczącej w bezpiecznej odległości z miłym młodym człowiekiem, który bez wątpienia pochodzi z porządnej, wierzącej rodziny

- wokalna wstawka w egzotycznym języku

- wydaje mi się też, że jest tam gdzieś młody człowiek na wózku inwalidzkim (znowu poprawność polityczna)

- kula dyskotekowa

Mimo tych wszystkich licznych wizualnie pociągających elementów, polecam wyłączenie dźwięku.


"The 10 Biggest Mistakes Artists Make When Ordering Merch..." na digitalmusicnews.com


1. They Don't Plan Ahead.

Leave yourself plenty of time for print production. Avoid making last-minute decisions that cause rush production charges and higher, expedited shipping fees. Consult your printer about turnaround times and schedule accordingly. If you're working with other vendors, designers or artists on the project, work in some wiggle room on your deadlines, too. Something is always late.


2. They Fail to Understand Their Demographic.

Whether you are producing goods for sale or promotion, the goal is to relate to your supporters. If you're new to the game, find out what your fans want. If you already have a following and a formula that works, stick with it -- you are keeping track of all your sales, right? If you do it right, you will have free advertising: literal walking billboards to spread your message for months/years to come.


3. They've Fallen Behind on Current Trends.

Sometimes you can add value by simply catching on early to a fad. Selecting garments that are the flavor-of-the-month allows you to demand top dollar for your wares. Tread these waters carefully, know your fan base and what they are doing. Your brand can quickly go "out-of-style" if you ignore the trends your fans are showing.


4. They Aren't Treating Merchandise Like A Business.

Research and budget the profitability of your projects. Make smarter decisions based on what makes good business sense. Some of the most iconic t-shirt designs were 1-color prints on a black, short sleeve t-shirt. Guess what? They were also some of the most lucrative. It's great to expand your options with 8-color or multi-location prints, but start off with simple designs that will at least DOUBLE your profits. Track your margins and purchase history, know what is selling and what isn't. Be accountable for every dollar spent.



Przeczytaj resztę--->"The 10 Biggest Mistakes Artists Make When Ordering Merch..." na digitalmusicnews.com

wtorek, 18 grudnia 2012

Świetny wywiad z legendarnym Donaldem Passmanem

Powiedzieć, że Donald Passman jest bardzo ważną postacią w branży muzycznej to jak powiedzieć, że Einstein w sumie coś tam nawet kumał z tej fizyki teoretycznej.

Dla części z was pewnie jest znany jako autor biblii branżowej “All You Need to Know About the Music Business” (Passman, nie Einstein), wielostronnicowego acz bardzo przystępnie napisanego kloca, którego kiedyś przytaszczyłam z mitycznego zachodu, a który prawdopodobnie zapoczątkował moją fascynację tymi mrocznymi zakamarkami świata muzyki których w obecnej sytuacji zdrowe, rozsądne osoby nie powinny dotykać nawet czubkiem buta.

W kozackim wywiadze Passman mówi wiele mądrych rzeczy, z których najważniejsza jest chyba ta:


"-If you had to pick one similar trait amongst all the artists that have actually made it in this business, what would you say that is and is that what it takes to make it?

- Of all the superstars I've known, the people that make it are the ones that have a very clear idea of who they are, a very clear vision of where they wanna go and are willing to walk through walls to get there. It's their drive that's more important even than talent (...)"


"The Importance Of Album Track Order In The Digital Age" na bilboard.biz

Artykuł jest ciekawy i polecam przeczytanie w całości, ale ponieważ jestem leniwa i lubię uproszczenia streszczę go wam w jednym zdaniu: Najlepiej sprzedać płytę ustawiając kolejność piosenek w porządku malejącej zajebistości, ponieważ słuchacze są leniwi/zajęci/codziennie zalewani przez hektolitry muzyki/wszystkie powyższe odpowiedzi, więc szanse, że przesłuchają każdą kolejną piosenkę są coraz mniejsze.


A co mi tam, wkleję fragment.


"Such data suggests that the earlier a song appears on an album, the more likely a listener is to stream it. At the same time, a music consumer's attention span may be even shorter than any artist wants to believe. "Everyone's doing 20 different things at once: listening to music, watching TV, and probably while on their iPad," Rdio content marketing manager Kelli Fannon says. "When it comes to taking an hour to listen to an album in its entirety, I have all the best intentions in the world myself. But, ultimately, I can only get through the first three or four songs before the phone rings, or someone asks me a question, or I have a meeting I have to run to …


"Then, I really do want to go back and hear that album, so I'll start back over at the first track," Fannon says. "It may take me three or four times before I get all the way through."


Very possibly, too, for equally time-crunched Rdio subscribers.


Warner Bros. executive VP of A&R Jeff Fenster echoes that long before a listener faces such time constraints, acts hoping to get signed would do well to realize that they have only so long to make a memorable first impression with label leaders whom they hope to impress. "If I get a demo and the act has got great songs at numbers six and seven on it, there's a very good chance that I will never hear those," he says."

--> a tu reszta: "The Importance Of Album Track Order In The Digital Age" na bilboard.biz

Co może Justin Bieber

Dla tych, którzy nie przestali czytać po "Justin Bieber", mam świetny artykuł o potędze słowa z betweenthelinernotes.com, i podziękowania za zaufanie.


Jedyne, co w tej chwili powinieneś wiedzieć o Bieberze to to, że jego wynik na Klout, serwisie mierzącym "wpływowość" danej osoby, oscyluje pomiędzy 90 punktami a maksymalnymi stoma (Barack Obama ma 99 pkt). Jasne, Klout nie jest obiektywną miarą siły marki ani sławy artysty, ale daje o tych rzeczach dość zadowalające pojęcie.


Artykuł Matthew Billy'ego pokazuje, jak dużo może osoba o tak silnym wpływie na swoich fanów. Bardzo dużo. O, na przykład rozpędzić karierę jakiejś laski, która kiedyś była sto dwudziesta czwarta w jakimś Idolu w Kanadzie czy jakimś innym kraju którego nikt nie potrafi sobie sensownie zwizualizować. Rozpędzić czyjąć karierę używając Twittera, paru sekund i dokładnie 16 słów. Dzięki jednemu wpisowi na Twitterze, kariera Carly Rae Jepsen nabrała nagłych obrotów. Polecenie "Call Me Maybe" przez Biebera dotarło do 40 mln osób. Wg autora artykułu, gdyby ktoś miał wyłożyć kasę na taką promocję, byłby uboższy o 10 mln baksów. Imponujące?


"Good publicity takes a lot of time and a lot of money… At least it is supposed to. It is supposed to require skilled publicists and promoters pounding the phones and bombarding the inboxes of every blog, radio station, magazine, newspaper and talk show to cobble together enough exposure to successfully launch a new artist’s first single, elevating them above the noise, breaking them into the competitive fold of popular culture’s elite. In most cases that’s what it takes, but in Carly Rae Jepsen’s case it took one tweet.


“Call Me Maybe by Carly Rae Jepson is possibly the catchiest song I’ve ever heard lol” Justin Bieber tweeted one day before New Year’s Eve, December 30th, 2011 and soon his followers retweeted the message 15,931 times, providing the initial inertia to get Carly Rae Jepsen’s career in the United States rolling along. Then with the support of traditional media and later radio airplay “Call Me Maybe” built up enough momentum to reach the number one spot on the Billboard Hot 100 and took up residency there through the summer.


Like boulders, music careers all begin at rest and require a tremendous force to move. Once rolling, the force needed to accelerate the boulder is less than the force needed to move it initially. Normally, that initial force requires exposure in many media outlets and a lot of money but Bieber applied that kind of force in the time it takes to compose a 140 character message and for free."

--> przeczytaj resztę "HOW POWERFUL IS JUSTIN BIEBER’S TWITTER ACCOUNT?" na kickshuffle.com

sobota, 8 grudnia 2012

"Deconstructing: Trent Reznor’s Legacy" na stereogum.com

Joseph Schafer przygląda się karierze Trenta Reznora od czasów Pretty Hate Machine z 1989 po An Omen, najnowsze wydawnictwo How to Destroy Angels.



I was listening to An omen_, the just-released EP from Trent Reznor’s How to destroy angels­_, and it made me feel a little warm inside. Odd, considering I was sitting in a frigid office building, listening to a song called “Ice Age.” Such is the power of nostalgia — Trent Reznor’s Nine Inch Nails made a massive impact on me at an early age, and the music that defines you has the power to give you a snifter-full-of-brandy feeling. And then I wondered, where did that feeling come from: the music or the man? How to destroy angels­_ does not sound much like Nine Inch Nails. Then again, what does? (More on this later.) Still, underneath the vocals and instrumentation, there is a texture to Reznor’s work that is his signature, and like too much of that brandy, it is both deeply intoxicating and a bit dangerous.


Rewind 20 years: In 1992, Reznor was, in his own words, “26 years, on my way to hell,” and his then-newest music, the Broken EP, sounded like the mouth of damnation itself. Noisy and abrasive, full of glitch sounds (not a Reznor innovation, though Broken was probably the first commercially successful album to use them), the EP took a huge step away from the frigid synth-pop found on NIN’s 1989 debut, Pretty Hate Machine.


That 1992 EP is in almost every way the inverse of An omen__, from the fiery red cover art to the rapid rhythms and heavy metal guitars that compose the EP’s signature songs, “Wish” and “Gave Up.” By contrast, the aforementioned “Ice Age,” moves at a languid pace and serenades with acoustic instruments and folk twang. How the hell did we get here?


Obviously, Reznor has accomplished more in the last 20 years than most musicians would manage over the course of three or four lifetimes. He took Nine Inch Nails from a band that could not perform live to an arena draw, and in so doing put on some of the most elaborate stage shows in modern rock. Offstage, Reznor embraced file sharing and remix culture in unprecedented ways — Radiohead received the acclaim for releasing a major album for free, but Reznor did it with more conviction (In Rainbows had major-label backing as a pay-what-you-want release; The Slip was independent and exclusively free). Reznor’s soundtrack for The Social Network is the first primarily electronic score to win an Oscar. His improbable metamorphosis from strung-out dance-club gadfly wrapped in VHS tape to tuxedo-clad and happily married Academy Award-winning composer could be the subject of its own Oscar-bait biopic (directed by Reznor accomplice David Fincher, naturally).


Przeczytaj całość --->"Deconstructing: Trent Reznor’s Legacy" na stereogum.com

Lord Huron "Time To Run"


"It’s no secret to anyone who hummed along to Lord Huron’s first two EPs that their seductiveness is deeply rooted in ripe and verdant polyrhythms. But strip away the hypnotic percussion, and lush melodies will have you drifting away on tropical breezes. On "Lonesome Dreams", Lord Huron’s first full-length, lead songwriter Benji Schneider has made yet another batch of truly addictive of songs by spicing his jangly folk sensibility with lyrics of yearning and longing. It’s the perfect winter album for anyone who’s been saving up their vacation days and frequent flyer miles."

pastemagazine.com

wtorek, 4 grudnia 2012

"Rock of ageism" na montrealgazette.com

Bernard Perusse ma ciekawą odpowiedź na pytanie, dlaczego śmiejemy się z rockmanów "w pewnym wieku". Nikt nie zdaje się kwestionować starszych jazzmanów czy bluesmanów, więc o co chodzi z rock'n'rollem?


Craig Morrison, an ethnomusicologist, musician and Concordia University teacher, says rock ’n’ roll comes from a different place than genres like folk and blues.


“Rock music, although it absorbed those traditions, was always presented as commercial music,” Morrison said. “And with commercial music, as the Rolling Stones sang, who wants yesterday’s papers? It’s supposed to be hot this week and crap two months from now.”


“In popular consciousness, rock ’n’ roll has always been the music of rebellion and youth and sex,” said Dan Seligman, director of the youth-targeted Pop Montreal festival. “It’s more about a lifestyle, an attitude and the culture surrounding it, as opposed to the pure music.”


“Rock ’n’ roll was music made by young people for young people in its inception,” said Warren Spicer, 34, leader of the acclaimed indie group Plants and Animals. “Rock ’n’ roll has so much more to do with image than content, whereas jazz, for example, has more to do with composition and notes. It’s the music selling the music, but rock ’n’ roll had a lot more to do with young, skinny men.”


When rock ’n’ roll first came into mainstream public consciousness in the mid-1950s, longevity was not on the agenda. There were no career plans, and no one expected Heartbreak Hotel to be remembered more than half a century after its release. Nor did anyone figure Chuck Berry would still be playing live at 86.



Przeczytaj całość: "Rock of ageism" na montrealgazette.com

Kto zarabia ile w branży muzycznej

Miło czasami się dowiedzieć, że ktoś naprawdę robi na muzyce jakąś sensowną kasę.


Berklee College of Music w Bostonie opublikowało wyniki badań na temat zarobków w różnych sektorach branży.


To z bilboard.biz:

The study -- an update on the college's 2010 report -- covers the broad areas of performance, writing, business, audio technology, education, and music therapy, and represents something of a mixed bag; PR and orchestral musician positions saw a salary bump, while A&R reps and commercial jingle composers haven't fared as well in comparison. An overview of working musician positions for the past five years also appeared hit or miss, with most fields seeing an offsetting number of the more than 5,000 respondents reporting both income rises and falls, with only teaching making great strides upward and session playing reporting lower income. The average music income over the past five years was estimated at around $34,000.


Przeczytaj cały wypaśny raport na stronie berklee.edu

Fugazi - "Full Disclosure"

Z doskonałej płyty Argument (2001).

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Mało znane fakty o muzyce

Rozpoczynamy nową serię edukacyjną "Mało znane fakty o muzyce". Oto pierwszy.

Z ostatniej chwili: branżą muzyczną rządzi Lucyfer

Z tego ciekawego wykładu Johna Todda, znanego Amerykańskiego szerzyciela porytych pomysłów, dowiecie się m.in., że:

- piosenki rockowe piszą wiedźmy

- każda duża wytwórnia ma pomieszczenie przeznaczone do magicznych rytuałów

- na tej płycie której właśnie słuchasz z dużym prawdopodobieństwem mieszkają demony

- i że Elton John jest magiem

"-Jaki jest główny cel muzyki rockowej?

- Abyśmy mogli rzucać czary na ludzi, na których nie bylismy w stanie ich rzucić"

"Who Picks The Music You Hear At The Mall?" na npr.org


Zastanawialiście się kiedyś, jaki szalony geniusz robi playlisty do centrów handlowych?


Kto wybiera muzykę do reklam?


Jak piosenka mało znanego zespołu znalazła się w hollywoodzkim filmie?


Wszystkie odpowiedzi znajdziesz w tym artykule z NPR.org

Spencer Manio is a 39-year-old Seattleite who works in that go-between role. In 2010 he put Oakland blog darlings tUnE-yArDs in a BlackBerry commercial. Back then the band was relatively unknown. Fast forward two years later and tUnE-yArDs is a critically agreed-upon Great Band. How many people first heard them in that commercial?


Manio's job is being that guy Don Draper needed, full time, at Redmond, Wash., company PlayNetwork, and as a freelancer for BlackBerry and Nordstrom. He finds music and uses it to create specific vibes or feels for companies. Sometimes he does it by placing songs in commercials. Mainly he goes through ceiling speakers in retail stores. He's a professional playlist maker.


When you walk into a store Manio has provided a playlist for, you don't notice the music right away. He's not trying to make it jump out at you. It swirls together with the wares for sale, the color of the walls and the attitude of the sales associates. It's part of a whole experience, the ideal confluence of purchaser/thing purchased. It's not just music for running shoes. It's music for winning races.


A good retail playlist can bring home the culture of a business and psychologically affect a customer in a way that doesn't feel pushy. And it's positive for the featured artists. In today's flooded climate, where new songs are published at a crazy rate on the Internet, having your song play in a Victoria's Secret, for instance, can help cut through the noise.

Przeczytaj całość: Who Picks The Music You Hear At The Mall?" na npr.org

piątek, 30 listopada 2012

Stardust Memories @ Rozrywki 3, 28.11.2012

W środę po raz pierwszy odwiedzili nas Stardust Memories. Było pięknie, magicznie, i bardzo bardzo wesoło. Oto parę zdjęć.

Posłuchajcie debiutanckiej EPki "Stardust Memories" na stardust-memories.bandcamp.com



środa, 28 listopada 2012

"Where You Should be Touring/Performing" na musicthinktank.com


When it comes to touring, I find more musicians focused with the “How,” “When,” and “Where” aspects but not enough of the “Why.” Of course, touring can be an incredibly important step in most artists’ careers but you should definitely take some time out to create solid goals and a definitive strategy before you decide when/where you want to hit the road. Why do we pick the target areas for touring that we do? Is it because we want to travel there? Because they are big cities? Because that’s what everyone else is doing?



If you want to build a tour strategy that makes sense for your music career, you’ll want to keep these things in mind:



What Is Your Goal?: Remember that goals should be SMART (Specific, Measurable, Achievable Relevant, and Timely). Touring should be a strategic part of your goals, not the strategy itself. For example, if your goal is to gain 1,000 new fans nationwide, you should have a plan that involves a publicity campaign, social media, building your email/contact list, follow-up, and perhaps involve a distributor as well as touring. You’ll want to carefully consider each region and have pro’s and con’s for certain markets, then follow up with a plan for each show. However, if you just want to “get new fans,” then perhaps a national tour isn’t required. Perhaps you should provide a strong focus in your region to build buzz before conquering new markets.



What Kinds of Resources Do You Have?: Remember, tours cost time and money so you’ll want thoughtfully factor this in. Is it better to play a city on the opposite side of the country once or twice a year or to be regularly playing your region throughout the year? If you invest your time/money on a tour now, you might not have those same resources later in the year. These things all go back to your goals. You might also find this article on How to Book Your Ban’ds Tour, Step-by-Step helpful.



Once you’ve thought the process some more, here some ideas on where you should be touring:



Locally: It’s always a good idea to play in your local area on a regular area in order to build your draw, meet touring acts, and stay on good terms with promoters. However, to prevent oversaturating your markert, try not to play your hometown more than once a month.



Regionally: Playing regional shows should be a huge priority for any aspiring artist. Over time, you’ll want to slowly expand your circle. For example, targeting all towns within a 200 mile radius for six months, then all towns within 400 miles, then 1,000 miles and so on. By staying fairly close to home, you can minimize your tour expenses while still building some momentum for your music in untapped areas. Regional touring is a great way to get press and make new contacts. Acts who have a strong following regionally usually get invited to perform with nationally touring acts. You’ll also be a strong contender for regional music festivals and command higher performance fees in areas where you have a proven, consistent draw. It’s also a good idea to focus on one region at a time (for example, the Northeast, then covering the East Coast, then the coast and the South, etc.) to gradually build your coverage.



Nationally: Frequent, consistent, national tours are important for a number of efforts. For example, if your goal is to perform at SXSW or to get some national press, national touring is a must (here’s an article with tips on booking SXSW). However, sustained national touring is often difficult to accomplish because of the amount of time and resources involved. Also, I would not recommend touring nationally unless you have a solid publicist working with you to help secure you press in each city that you perform at.



When considering a national tour, think about the markets that you are trying to perform and why. Smaller towns (sometimes referred to as secondary markets) are usually easier to book, provide more generous compensation, have more eager audiences, and will usually have better merch sales. Larger cities (or primary markets) can be more difficult to book (unless you have a proven draw), have more competition, and are more difficult to get fans to show up but they also can help build a stronger press opportunities, have more opportunities for in-store/radio support, and have more possibilities for networking. If it is your first few times out on the road, I recommend a mix of the two.



When you’re getting to plan your tour, remember to spend as much (or more) time planning it and thinking about your goals as you spend booking/inquiring. Remember that touring is only one aspect of your plan and needs to supplement or be complemented by all of your other efforts.

wtorek, 27 listopada 2012

"5 Things All Musicians Need BEFORE Starting a Digital PR Campaign" na musicthinktank.com

Jeśli jesteś niezależnym artystą lub wydawcą i planujesz wydanie płyty, z tego artykuły dowiesz się, jak skutecznie zaznaczyć swoją obecność w internecie. Oto fragment:

Too many musicians under-estimate the importance of a social media presence to a digital publicity campaign.

While the music, the bio and the promo photos are all critical assets to have when planning for a successful campaign, there are two reasons why it is so important that you also have a strong social media presence:

1. With so many musicians and digital publicists inundating the inboxes of new media makers, it is inevitable that they will check out the social media presence of each submission as a filter for who to, and who not to consider for coverage. This certainly doesn’t mean that you need to have a HUGE social media presence with hundreds of thousands of fans, but it does mean that you need to be consistently posting to your socials, and engaging with your fans. Ultimately a new media maker wants to know that if they are going to take the time to cover your music, you will be able to return the support by sharing the feature with your fans, helping them to build their own following as well.

2. In order for a digital publicity campaign to truly be effective, each feature delivered within needs to be properly leveraged through social media to mobilize the existing fan base.

In other words, each feature is new content that you can use to engage your fans without having to say ‘listen to my music’… this form of sharing your successes is a much more subtle form of self-promotion than the much dreaded shameless self-promo that all too many musicians practice.

Again, having hundreds of thousands of fans isn’t the point here, but rather you need to have a consistent content strategy that covers all 6 rooms of your social media house, which includes (but isn’t limited to) Facebook, Twitter, Youtube, Pinterest, Blog, Newsletter. Here is a quick outline of how often you need to post to each platform in order to remain ‘consistent’:

Facebook: 1 Post Per Day

Twitter: 2 - 3 Tweets Per Day

Blog: At least 1 new post every other week

Newsletter: 1 newsletter per month

Youtube: At least 1 new video per month (note this doesn’t need to be a professional music video)

Pinterest: Posting at each of your boards at least once per day



Przeczytaj całość tu: "5 Things All Musicians Need BEFORE Starting a Digital PR Campaign" na musicthinktank.com

"Muzyka i wyrywanie dziewczyn". Poznaj tastebuds.fm





Oszalałam na punkcie tastebuds.fm.

Strona była jakiś czas temu reklamowana jako "muzyczny portal randkowy", co mnie trochę zniechęciło. Kiedy zalogowałam się po raz pierwszy pomyślałam od razu "Boże, to jak Myspace, tylko się nie błyszczy". Ale po kolei.

Tastebuds działa na bazie twojego konta na last.fm lub na Facebooku. Pobiera listę ulubionych artystów (jeśli łączysz się przez FB pobiera też niestety dużo więcej), uzupełniasz swój profil o podstawowe dane, i możesz zacząć szukać ludzi o podobnym guście muzycznym, w twoim mieście, albo gdziekolwiek indziej. Jakie masz intencje co do tych ludzi możesz sprecyzować na samym początku, żeby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień z drugą połową.

Tastebuds jest też wyposażone w radio, które pokazuje ci propozycje muzyczne oparte na wyborach ludzi o podobnych gustach, więc można odkryć nową muzykę bez konieczności rozmawiania z kimkolwiek. Do tego dostajesz propozycje koncertów opartych na kalendarzu last.fm. Dostajesz powiadomienie, kiedy ktoś odwiedza twój profil, ale jest też opcja surfowania incognito.

Wracając do metafory Myspace. Przerzucanie się linkami z zupełnie obcymi ludźmi, nawiązywanie niezobowiązujących przyjaźni w oparciu o ulubione zespoły, błądzenie po omacku w świecie internetowej etykiety, wszystko, za czym nie wiedzieliście, że tęskniliście w Myspace żyje i ma się dobrze na Tastebuds.fm





Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Tastebuds.fm, przeczytaj ten artykuł na Time.com

niedziela, 25 listopada 2012

Po co nam wytwórnie?

Pewnie widzieliście parę takich wykresów, z których wynika, że wytwórnia płytowa bierze ok. 328% zysków artysty, a jak już zabierze to, to jeszcze jego samochód, dziewczynę i psa. Ale jeśli próbowałeś kiedyś wydać płytę samemu, wiesz, że to dużo, dużo trudniejsze niż się wydaje.

Tom Silverman z Tommy Boy Entertainment mówi szczerze i sensownie o zmieniającej się roli wydawcy, roli specjalistów w karierze muzycznej i o tym, jakie plusy w praktyce daje kontrakt w wytwórnią płytową, zakładając, że nie pracuje w niej banda palantów.

"Every artist needs a team. If a manager has the means that a label has to execute, they don't need a label. But I only know four or five managers in the world that can do that."


piątek, 23 listopada 2012

Shoshana @ Firlej, Wrocław 21.11.

Jeśli przegapiliście dwa polskie koncerty izraelskiego duetu Shoshana (ex-Carusella i Useless ID), ominęła was zdrowa porcja dobrego rock'n'rolla.

Shoshana właśnie wydała debiutancką EPkę "Youth Tax", która jest po prostu zbyt dobra, żeby jej nie posłuchać, więc posłuchajcie jej na soundcloud.com/shoshana-band

A ponieważ z najnowszych badań naukowych wynika, że ludzie najbardziej ufają płytowym poleceniom ze strony kotów, tu macie zdjęcie kota, który zdecydowanie poleca płytę Shoshany:

"Jaram się" Duduś, asystent red.nacz.





Shoshana na FB

10 płyt Magdy Jobko (Stardust Memories)





Wokalistka warszawskiej kapeli Stardust Memories opowiada nam dzisiaj o swoich muzycznych inspiracjach.

Stardust Memories zagrają 28.11 (środa) w krakowskich Rozrywkach. Posłuchaj ich debiutanckiej płyty na stardust-memories.bandcamp.com.







1. Pierwsza płyta którą kupiłam

Pamiętam to bardzo dobrze! Razem z pierwszą wieżą z odtwarzaczem CD, kupiłyśmy z Mamą dwupłytowy album The Beatles 1967-1970, znany jako 'The Blue Album'. Oczywiście mam go do tej pory!





2. Płyta którą każdy powinien usłyszeć

Bez wątpienia 'Keep on your mean side' The Kills.



3. Płyta z najlepszą okładką

Ciężko wybrać jedną, ale chyba ulubiona to 'Sea of Cowards' The Dead Weather.





4. Płyta najbardziej niedocenianego artysty

W tym przypadku artystka, mianowicie Regina Spektor, jest nie tyle niedoceniana, co mało u nas znana ze wcześniejszych albumów, które według mnie są rewelacyjne. Ulubiony - zdecydowanie 'Soviet Kitsch'.





5. Płyta o posiadanie której nikt by mnie nie podejrzewał

Pamiątka z lat 90, prezent, którego nie potrafię się pozbyć, choć nie słuchałam jej wiele lat - płyta 'MMMBop' braci Hanson ;-)





6. Płyta która zainspirowała mnie do tworzenia muzyki

Bez niespodzianek - twórczość The Kills, bez wskazania na album.



7. Płyta ulubionego rodzimego wykonawcy

Na pewno Republika, ciężko wybrać jedną płytę, ale jeżeli muszę postawię na koncertowy, dwupłytowy album wydany w seriiTrójka Live! I na pewno na top wskoczy debiutancka płyta przyjaciół z Magnificent Muttley (premiera w listopadzie).



8. Płyta która zawsze poprawia mi nastrój 'Whole again' Paula i Karol.



9. Płyta z najlepszymi tekstami

Tu wybór jest bardzo ciężki, na pewno w na szczycie mojej listy są teksty Dylana i Waitsa. Ale uwielbiam też te napisane przez Josha Homme czy Alison Mosshart. Ale chyba postawię na album 'Closing time' Toma Waitsa.





10. Moje nowe odkrycie

Z wielkim opóźnieniem (wstyd!), ale dopiero niedawno zabrałam się za Kim Nowak, więc uważam to za 'moje' odkrycie. Odliczam do premiery nowego albumu!



Stardust Memories na FB

piątek, 16 listopada 2012

Lemmy's Guide to Life

W artykule dla Spin frontman Motörhead opowiada o tym, jak został wrobiony w granie na basie, o zbieraniu pamiątek po nazistach i o żelaznej zasadzie związków damsko-męskich.

I learned to play bass onstage.

When I went to the job with Hawkwind, I went as a guitar player, but they decided in the meantime they didn't need a guitar player. Then the bass player didn't show up for the gig, and the dickhead left his bass in the gear van. It's like, "Please steal my gear," so I stole his gig. I'd never picked a bass up in my life before. It's probably much easier than it is to sit around torturing yourself to death trying to learn it note-by-note in front of a little booklet. It's much better if you can make a few mistakes. And the volume's loud so nobody really notices that much.

You had to be there, unfortunately.

As a roadie for the Jimi Hendrix Experience, I learned that I should give up being a guitar player. Anyone who watches Hendrix should give up the idea of being a fucking guitar player, 'cause he was so unbelievably good. He just took your breath away. He would just pull things out of it that you'd never believe, that you'd never heard before. You have to be at these things. Like when I saw the Beatles, you can't describe what it was like. It was great. It was tremendous. You can't really describe the feeling.

Collecting Nazi memorabilia doesn't make you a Nazi.

There's not much to collect of Red Indian stuff, or even Confederates. Arrowheads and a couple of warships, that's it. For me, World War II was only just over my shoulder. Somebody gave me a flag and then a dagger. I don't know why they gave them to me, but that started me off with collecting. I learned that if I had known how much of this Nazi memorabilia there was to collect, I never would have started in the first place. It's crowding me out of my house. But it's a good hobby, because it's so recent, that period, that there's still plenty to collect. This was in the 20th century so there's still all the good stuff. It's only a collection, it's not because I believe [in Nazism]. You do realize that, right?

Overkill: Lemmy's Guide to Life na spin.com

Bobby the Unicorn "The Bravery" EP

Najlepszą rzeczą w prowadzeniu tego bloga jest dla mnie to, że czasami, bardzo, bardzo rzadko, odzywa się do mnie jakiś artysta z materiałem który AUTENTYCZNIE NIE SSIE. Bobby the Unicorn nie ssie tak bardzo, że muszę się nim z wami podzielić.

Muzyka z epki "The Bravery" (odłóżcie na bok skojarzenia z miałkim zespołem z Nowego Jorku) zawiera wszystkie moje cztery ulubione rzeczy w muzyce ever: klaskanie, gwizdanie, chłopaka z gitarą i "lalalala". Jest lo-fi, ale urocze i dopracowane, co jak ufam jest po części zasługą Maćka Bąka ze Stardust Memories. Są naprawde genialne melodie, niegłupie teksty, wszystko piękne i szczere i kompletnie bez nadęcia. Piosenki utrzymane są w stylistyce "gruby vintage", co plasuje Bobby'ego w jakiejś nienazwanej jeszcze kategorii nowych polskich zespołów razem choćby z Kaseciarzem czy Dead Snow Monster. Rewolucji tu nie ma, zgodnie z zasadą "nie naprawiaj jak nie jest zepsute". Te 4 kawałki dają sporo okazji do szukania inspiracji muzycznych artysty, bo ja tu słyszę większość kapeli które mi się przez ostatnie 10 lat podobały i Bon Iver. W piosenkowości Bobby the Unicorn przypomina mi Girls, gitary mają coś z Cold War Kids, a ogół nasuwa mi na myśl te fajniejsze, wolne kawałki The Libertines, np. "France".

Odpowiedzialny za muzykę z epki "The Bravery" nie jest niestety jednorożec w koszulce Ramones, tylko niejaki Darek Dąbrowski z Warszawy, ale to też spoko. Darek nagrał epkę na sprzęcie "starym i niedoskonałym", "na instrumentach i urządzeniach z lat 50, 60,70 i 80". Na razie płyta dostępna jest do ściągnięcia z Bandcampa, ale już wkrótce będzie ją można zdobyć na cd.

A teraz najlepsza część: może to trochę dlatego, że unikam nowej muzyki jak publicznej służby zdrowia, ale piosenka "Kisses" jest dla mnie absolutnie najfajniejszym kawałkiem muzyki jaki słyszałam od miesięcy.

Obczajcie na żywo dzisiaj w Warszawie (Cafe Roskosz) i 25.11 Pałac Kultury i Nauki, targi CoJestGrane, stoisko programu On or Off.

Page Bobby the Unicorn na FB