czwartek, 2 stycznia 2014
"How to Feel Confident Sharing Your Creative Work In Public" na lifehacker.com
Jak każdy, kto kiedyś prawie zemdlał na akademii szkolnej wie, robienie sztuki przed ludźmi jest CIĘŻKIE. Ja dość wcześnie zrozumiałam gdzie jest moje miejsce a gdzie nie, na pewno, nigdy nope ever nie jest; tym z was, którzy jednak czują ten przygniatający impuls geniuszu i chcą się tym ze światem podzielić a nie do końca wiedzą jak polecam ten przydatny artykuł na lifehacker.com. Leanne Regalla krok po kroku tłumaczy, jak wziąć coś, co stworzyłeś, pokazać to światu i nie umrzeć z zażenowania.
Have you ever been told, "Just do it!" or "You need to be more confident!" or "Show more attitude?" That advice probably didn't help much, did it? That's because it doesn't get to the root of the problem.
Lack of confidence comes from feeling—or actually being—unprepared in new situation. Think about it. In any job you learn or skill you master, the more experience you get, the more confident you feel going into it. You may never really like it, but you know you can handle it.
The more you can anticipate, prepare, and rehearse a successful outcome (whatever that means for you), the more confident you will feel going in.
---> "How to Feel Confident Sharing Your Creative Work In Public" na lifehacker.com
* Jeśli nie posługujesz się płynnie językiem language, polecam Google Dictionary. Zmieni twoje życie. Obiecuję.
środa, 18 grudnia 2013
"Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl
Czasami zdarza się taka sytuacja, że ludzie z którymi dzielimy obywatelstwo i ogólnie pojęte dziedzictwo kulturowe osiągają coś na Mitycznym Zachodzie i wtedy strasznie się dziwimy. A potem cieszymy, gdyż to niewątpliwie świadczy o wyższości, albo przynajmniej niegorszości Polaków nad/pod innymi narodami. A czucie się ważnym i docenianym na świecie jest jak wiadomo bardzo, bardzo miłe.
Tak więc cieszmy się bardzo fajnym artykułem na culture.pl, doceńmy piękną sztukę Rosława Szaybo, obejrzyjmy galerię okładek płyt i starajmy się nie zemdleć z zażenowania że do tej pory nie wiedzieliśmy skąd się wzięła okładka debiutu Clashów.
W przeciwieństwie do Zagórskiego, Rosław Szaybo jest powszechnie znanym w kraju artystą. Ale czy przeciętny miłośnik sztuk plastycznych kojarzy jego dorobek z projektami okładek płyt? Niektórzy z pewnością pamiętają, że jego prace zapoczątkowały słynną serię płytową Polish Jazz, która zdobyła renomę również poza granicami naszego kraju. Fani muzyki heavy metalowej jak ikonę czczą okładkę do albumu "British Steel" formacji Judas Priest. Mało kto jednak wie, że Szaybo jest autorem obwoluty debiutanckiego albumu The Clash.
---> Polskie okładki sławnych winyli" na culture.pl
Jak pozbyć się reklam na Spotify*
*za cenę tylko lekko irytujących fakapów z pulpitem!
---> How to Automatically Mute Ads on Spotify na lifehacker.com
poniedziałek, 4 listopada 2013
Babcia Zosia vs Maciek Nowacki (Kaseciarz)
Przyniosłam Babci kasetę i pierwszym pytaniem było "co to jest?". Babcia się chyba zatrzymała na etapie winyli.
Bardzo dobrze, stara szkoła.
Czemu kaseta właśnie? Kaset się nie da scrobblować i w ogóle. Młodzież nie wie jak to obsługiwać. Nieporęczne to takie.
Kaseta jest tania w produkcji i zachęca do dialogu młodzieży ze starszymi na zasadzie "tato jak to kurwa włączyć?"
Pierwsza refleksja Babci już po usłyszeniu muzyki mnie rozwaliła. "Wyjątkowo mi się to podoba. Ten poprzedni zespół [Dead Snow Monster] mi się tak nie podobał. Można odpocząć przy tym."
Bardzo się cieszę. Dużo słuchaliśmy muzyki new age przy robieniu tej płyty. Yanni też był dużą inspiracją.
Jakieś inne inspiracje, poza wyżej wymienionymi i Thee Oh Sees?
Poza Thee Oh Sees trochę Neu! pewno się wkradło, no i szwedzki prog, głównie Harvester i inne pochodne bandy. No i pewno Lou Reed gdzieśtam.
"Od jak dawna śpiewasz? Niepotrzebnie się wstydziłeś śpiewania, bo bardzo ładnie śpiewasz".
Dziękuje, jeszcze nie przyzwyczaiłem się do mojego głosu i do rockowej ekspresji. Wcześniej śpiewałem w coverbandzie Abby za hajsy, ale tylko w chórkach.
Właśnie, co się stało z tym bandem?
Nie wiem, ja odszedłem żeby założyć Kaseciarza.
"Czy chciałbyś mieć kiedyś na płycie głos kobiecy? Mi się podoba głos Maryli Rodowicz. Ale jej ubiór jest poniżej krytyki".
Bardzo szanuję panią Marylę, ale duet z nią byłby raczej niemożliwy. Ale z Majką Jeżowską już prędzej, bo pochodzimy z tego samego miasta.
Zapłaciłabym każde pieniądze żeby to doszło do skutku. Serio. Powiedz tylko słowo. Kolejne pytanie: "Skąd wziąłeś kolegów do zespołu? Jak długo pracowaliście nad płytą?"
Piotrka poznałem przy okazji pierwszego koncertu Kaseciarza. Graliśmy w kamienicy na Dietla. On był w zespole Father Issues. Zaczęliśmy się spotykać na imprezach i się zaprzyjaźniliśmy, potem dołączył do mnie. Łukasza znam od zerówki, mieliśmy już parę zespołów w szkole, grał w bandzie okolicznościowym w liceum ze mną. Przez długi czas mieszkał w Warszawie ale teraz jest w Krk. Robienie płyty trwało dobre 4 miesiące nie licząć komponowania numerów
"Kto pisze w zespole piosenki? I jak ci się współpracuje z kolegami? Kłócicie się?"
Większość pomysłów wychodzi ode mnie, ale gdy już ogrywamy dany numer, to wiele może się zmienić. Często ktoś z nas coś doda, co zmieni dużo w dynamice piosenki blabla. Generalnie na nowej płycie większość piosenek jest wspólna, nie licząc dwóch instrumentali zrobionych całkowicie przeze mnie. Jeśli chodzi o współpracę to jest bardzo dobrze, ja bym chciał żeby ten skład przetrwał przynajmniej do końca mojego życia, co nie zmienia faktu że zdarza nam się pożreć, ale to lepiej niż nie mówić nic co nie?
Przechodzimy płynnie do sekcji lajfstajlowej.
Grejt, pudelek, futro, szpile.
"Co twoja rodzina myśli o twojej muzyce?"
Chyba się powoli przekonują do niej, zresztą rodzice słuchali rocka w młodości. Mój wujek natomiast jebnął szlochem do słuchawki jak chciał mi powiedzieć o swoich wrażeniach na temat "Surfing Małopolska". Wzruszył się.
"Gdzie pracujesz? Ten pomysł z autobusem do Częstochowy mi się bardzo podoba."
Haha to jest w fazie planowania. Byłoby miło zabrać Babcię Zosię busikiem do Częstochowy.
Opowiedz coś więcej o tym pomyśle.
1. Kupić busa
2. Wozić ludzi
3. ?????????
4. Profit
No wiesz livin' on the road, keep on truckin' i takie tam.
Można cię będzie wynająć na trasę? To znaczy twojego busa, razem z tobą.
Taki jest plan. Zastanawiam się nad nazwą firmy: Przewozix albo Transportpol.
Kasetopol
Kasetex
Kasetrans
oooo dobre!
KASETRANSPEDPOLEX! Ok ponosi mnie.
Wtedy mógłbym cały czas puszczać "Trans" Neila Younga i katować ludzi hehe.
"Masz jakieś inne pasje poza muzyką?" Chociaż może powinniśmy zacząć od tego, czy muzyka jest twoją pasją czy robisz to tylko dla kasy.
Tylko kasa, Kaseciarz został wymyślony w biurze Universalu. Ale w wolnych chwilach robię ballady dla pasji a poza graniem ballad, lubię dziadoskie filmy, dziadoskie jedzenie i grać w komputer.
To dokładnie tak jak ja, minus ballady.
No widzisz.
Płyta chyba zapadła Babci w pamięć bo dwa dni po naszej rozmowie dała mi karteczkę z ostatnim strzałem przemyśleń, ciężko było rozczytać: "Emanuje z tej muzyki spokój i ukojenie, wyciszenie, relaks dla ludzi z problemami, sfrustrowanych i marchewek." Tu chyba źle rozszyfrowałam.
To dlatego że propagujemy naturalne strojenie instrumentów w częstotliwości 432 hz. Nasza muzyka jest sprzężona z wibracjami kosmosu i działa kojąco na umysł. Pobudza marchewki do wzrostu.
I wszystko jasne. Babcia twierdzi, że "będziecie mieli wzięcie". I życzy wam, "żebyście się nie zmanierowali". Albo "zmarnowali", znowu nie mogę się rozczytać.
Bardzo dziękuje, fajnie jest mieć wzięcie. Dopóki będziemy pobudzać marchewki do wzrostu obiecuję, że się nie zmanierujemy/zmarnujemy!
I to by było na tyle od Babci Zosi. Chyba że chcesz ją teraz o coś zapytać. Ma 87 lat, jak ci coś chodzi po głowie to lepiej teraz zapytać.
Chciałbym zapytać, czy polski rock and roll ma szanse żyyyyć.
Ok zadzwonię to niej wieczorem i dam ci znać jakie ma zdanie na ten temat.
haha super!
Autoportret Maćka, specjalnie dla mnie i dla was. Ale głównie dla mnie.
czwartek, 17 października 2013
Post-ironia i rzeczy, które wyglądają jak instrumenty, ale nimi nie są
Programy śniadaniowe są, jak powszechnie wiadomo, ostoją awangardy w polskiej muzyce. Co ja bym zrobiła bez tych ponad godzinnych występów młodych, obiecujących i nieskrępowanych kajdanami dużych wytwórni zespołów, które największe stacje telewizyjne serwują nam 8 dni w tygodniu? Tych spontanicznych improwizacji? Tego fachowego komentarza Jolanty Pieńkowskiej o brzmieniu hi hatu? Tego cieplutkiego uczucia, kiedy czuję milusi powiew wiary w polską scenę niezależną?
A nie sorry, pomyliło mi się z alternatywnym wszechświatem. W każdym razie. W poniedziałek w Dzień Dobry TVN wystąpiła Patty, dziewczyna z niezapamiętywalnym pseudonimem i jeszcze bardziej niezapamiętywalną piosenką. I INTERNETY EKSPLODOWAŁY. Eksplodowały, bo nic tak nie eksploduje internetów jak połączenie słabizny, golizny i post-ironii. Bo Patty towarzyszyły dwie muzykantki, które były tak naprawdę modelkami dotykającymi w dość przypadkowy sposób instrumentów. Pani trzymająca gitarę trzymała ją na modłę leworęczną oraz w sposób sugerujący, że między instrumentem a jej pięknym ciałem nie ma ani atomu przestrzeni. Ani przysłowiowego ciut ciut. Oto parę lepszych komentarzy z fejsbuków moich i znajomych:
" oooo ja żesz pierdolę!!! co to ma być?!?!?!"
" produkt zawierał lokowanie cycków"
"Szok i niedowierzanie"
" Ona ma majtki czy nie ma?"
" matkoboskoczestochosko"
"no to już wiemy kto pojedzie na eurowizję "
" Oj tam, zdenerwowała się, bo zapomniała spodni założyć."
"Ło matko, ale anemicznie czochra te gitare."
My tu szok, beka i niedowierzanie, a Patty liczy lajki i kliki i oczom nie wierzy. A management opija dobrze przemyślany performens. Aaaanyways. Przejdźmy do tego, co tu jest naprawdę najważniejsze. Ta gitara to nie była gitara – to była niezwykle przekombinowana spódniczka. Ustalmy sobie to raz na zawsze. Celem tego przedmiotu nie było granie. Celem tego przedmiotu nie było nawet udawanie, że granie. Celem tego przedmiotu nie było nawet udawanie że udawanie. Celem tej "gitary", ulokowanej strategicznie w miejscu gdzie większość ludzi ma narządy rozrodcze, a ta pani ma prawdopodobnie po prostu ciąg dalszy nóg, które to nogi następnie płynnie przechodzą w biust; celem tego "instrumentu muzycznego" było zakrycie. Albo odkrycie. Zależy jak na to patrzeć. Co prowadzi nas płynnie do sedna sprawy: NIE DAJMY SIĘ NABRAĆ RZECZOM, KTÓRE WYGLĄDAJĄ JAK INSTRUMENTY, ALE NIMI NIE SĄ. A jest ich dużo. Jak dużo dokładnie? DUŻO DUŻO. Oto 10, a co mi tam 11, fascynujących przykładów magicznych przedmiotów które wyglądają dokładnie jak instrumenty (i inne okołomuzyczne rzeczy).
11. Doniczka. Te dwie sympatyczne gliniane doniczki przebrały się za bębenki!
arignagardener.wordpress.com
10. Minibarek
Za nieco ponad $400 możesz mieć coś, co wygląda jak wzmacniacz i chłodzi piwo JEDNOCZEŚNIE.
9. Nibyinstrument jako przedmiot mający na celu podwyższenie kapitału społecznego jednostki. Osobiście posiadam co najmniej 3 rzeczy, które wyglądają jak instrumenty. Po co? Nie wiem. Leżą. Stoją. Ładnie wyglądają. Podobają się chłopcom. Są elementem wystroju mieszkania.
8. Odtwarzacz CD. Ten odtwarzacz płyt sprytnie przebrał się za gitarę! Ale nas nie oszuka. Może za to być przydatny, jeśli na koncertach twój gitarzysta ma problemy z trudniejszymi partiami gitary.
efairshop.com7. Lampa. Te lampy przypominają instrumenty tak bardzo, że już niejeden bębniarz się naciął
decorativefair.com
6. Zabijaczka komarów. Dużo narzędzi do eksterminacji owadów i małych gryzoni wygląda dokładnie jak instrumenty. Nibypuzon świetnie nadaje się na pułapkę na myszy (mało znany fakt: myszy kochają puzony), szerszenia można łatwo roztrzaskać o ścianę nibygitarą, a za pomocą dźwięków solówki nibybasowej można odstraszyć praktycznie każdy żywy organizm. Znam historię pewnego perkusisty, który ćwiczył skille zabijając w lecie komary tylko i wyłącznie przy użyciu nibypałeczki perkusyjnej.
5. Schody. Schody na zdjęciu są zrobione z klawiszy pianina. Zbudowano je w mieście bardzo małych ludzi na południu Hiszpanii. Serio. Nie kłamałabym was.
ilovethosestairs.tumblr.com
4. Narzędzie masowego represjonowania sąsiadów. Nie łudźcie się: głośniki waszego sąsiada, wiecie, tego co tak bardzo lubi RMF MAX TOTAL MEGAAAA; perkusja kolesia dwa piętra niżej; pianino starszej pani dwie klatki obok. Te rzeczy mogą wyglądać jak niewinne przyrządy stworzone do umilania czasu, ale tak naprawdę to skomplikowane maszyny nowej generacji, tzw. wkurwiacze sąsiedzkie. Do kupienia w media markt w dziale Wkurwianie Sąsiadów.
3. Buty i broń. Te dwie rzeczy bardzo by chciały, żebyśmy myśleli że są instrumentami muzycznymi, ale jesteśmy już mądrzejsi, nie nabierzemy się tak łatwo!
neatorama.com
2. Kocia zabawka/legowisko. Czarny przedmiot na zdjęciu można łatwo pomylić z futerałem na gitarę, ale tak naprawdę to łóżko Redaktora Dudusia. Kocie zabawki za to często magicznie przyjmują formę strun gitarowych, śrubek i nakrętek.
1. Narzędzie zbrodni. W Krakowie np. wszyscy nosimy maczety, i wszystkie mają kształt i zapach maczet, więc nie ma problemu. Ale już przykładowo w Teksasie, w roku pańskim 2012, pewien pan stanął w obliczu konieczności zabicia innego człowieka maczetą w kształcie gitary! Tak jest. W niektórych krajach, z powodu braków maczet w kształcie maczet, produkuje się maczety przypominające instrumenty muzyczne.
According to an Associated Press report, the suspect crashed a car in to the side of the Greater Sweethome Missionary Baptist Church in Forest Hill, Texas at around noon on Monday. He then got out of the car and attacked Rev. Danny Kirk Sr., chasing him into the church while a church secretary called 911. Police found the suspect beating Kirk with an electric guitar and used a taser to subdue him.
Kirk died from his injuries soon after, and the suspect was “found unresponsive shortly after being detained,” according to the AP report, which is based heavily on a statements from Forest Hill Police Chief Dan Dennis. The suspect was pronounced dead at a local hospital, and an autopsy will be performed to determine the cause of his death.
A zatem teraz już lepiej potrafimy odróżniać przedmioty, które podają się za sprzęt muzyczny od prawdziwego sprzętu muzycznego. Mam nadzieję, że ta pouczająca lekcja pozwoli nam także w przyszłości odróżniać artystów od ludzi, którzy tylko wyglądają jak artyści.
poniedziałek, 27 maja 2013
Phosphorescent "Song for Zula"
"The last time I was on the road, I thought, 'Just a few more months, and then I’ll go home and tend to everything.' But when I got back, everything was too far gone to fix, so there was fallout. Losing my place [in the Navy Yards] was a big deal. It’s a big space, and over the years I acquired a decent amount of gear. New York is a beast, man, it’s hard to find a place to do music unless you’re going to soundproof it. Relationships are tough when you're on the road, too - my girlfriend would come on some of the tours, but it wasn't easy. Drugs and booze were involved. So I lost the place, lost the girl, and lost my mind."
---> Phosphorescent na FB

















